czwartek, 24 kwietnia 2014

Chapter 7

Gdy rano uchylilam leniwie oczy, miałam skrytą nadzieje ze powitają mnie te śliczne, piwne tęczówki. Ujarzalam jedynie chaotycznie porozrzucane poduszki, na których spał. Mimo dość dużego bólu unioslam sie na łokciach i rozejrzalam sie po pomieszczeniu.

-nie ma go- mruknelam cicho pod nosem marszczac czoło.

Przeniosłam się do pozycji siedzącej. Podniosłam sie wolno. Oparłam sie o szafke nocną by nie stracić równowagi, którą udało mi się uzyskać. Postawiłam kilka dość bolesnych kroków w stronę drzwi. Musiałam wyglądać komicznie idąc jak typowy "kark". Zakwasy nie pozwalały mi iść ani normalnie, ani szybko. Myślałam ze zaraz się będę czołgać. Dopiero po jakiś pięciu minutach moja dłoń spoczęła na klamce. Przekrecilam ją i uchylilam drzwi. Wychylilam głowę przez małą szparę by zobaczyć kto tam jest. Usłyszałam działający telewizor. Wolno szlam korytarzem podpierając sie ściany. Zauważyłam ze w kuchni jest ciemno wiec ktoś musi być w salonie. Mój wzrok skierowany był w podłogę, a gdy weszłam do pokoju wbilam wzrok w męskie buty Nike. Mój wzrok powędrował wyżej po drodze widząc czarne rurki, biały t-shirt z szarym krajobrazem LA i czarno-szarą bejbolówkę aż wbilam wzrok w brązowe tęczówki mężczyzny siedzącego na mojej kanapie i oglądającego moją telewizje. Jego głową zwróciła sie w moją stronę, a mi szczęka opadła.

-Tom?!- otworzyłam usta ze zdumienia. Spodziewałam się tu raczej czekającego na mnie Shannona lub Sarah, która wróciła ze sklepu.

-Od zawsze wiedziałem ze lubisz sobie pospać ale nie uważasz ze spanie do 14 to juz lekka przesada?-zapytał roześmiany wstając z kanapy i idącego w moją stronę.

-Co ty tu robisz?-uśmiechnęłam się wtulając w jego szeroką klatkę piersiową.

-Chciałem odwiedzić najlepszą przyjaciółkę, która chyba zapomniała sie pożegnać-spojrzał na mnie wzrokiem takim jakim patrzyła zawsze moja matka gdy wypominala mi moje błędy.

-O Jezu..-zakrylam dłonią usta. Kompletnie wypadło mi to z głowy. Tak bardzo spieszylam sie na samolot ze nawet nie miałam czasu do niego zajechać.- przepraszam, spieszylam sie na samolot i..-ułożył palec na moich ustach by mnie uciszyć.

-Nic sie nie stało. I tak planowałem cię odwiedzić wiec fajnie sie złożyło-uśmiechnął się promiennie. Miał wory pod oczami jakby nie spal całą no.

-Długo tu siedzisz?-zmarszczylam czoło skanując dokładnie okolice jego oczu.

-Ze dwie godziny może..a co?-kiwnal głową w stronę sofy dając mi do zrozumienia ze nasze pogaduchy nie skończą sie szybko.

-Widziałeś kogoś kto wychodził lub wchodził do mieszkania?-zapytałam trochę zaniepokojona.

-Jak przyjechałem otworzyła mi jakaś laska. Chwile z nią pogadalem, później ona poszła do sklepu. W tym czasie z mieszkania wyszedł jakiś koleś, ona wróciła, zapytałem ją o tego kolesia. Ona powiedziała tylko ze spieszy sie na zajęcia i wyszła z domu- na jego twarzy pojawił sie grymas ciekawości. Znam go na tyle dlugo żeby wiedzieć kiedy zżera go ciekawość.

-Aha- spuscilam głowę i zaczęłam zakrecac kosmyk włosów na palcu.

- To twój chłopak?- zapytał z uśmiechem. On jest taki jak mój ojciec tylko czeka aż pochwale sie w końcu jakimś chłopakiem.

-Nie, nie. To znajomy. Poznałam go wczoraj na imprezie-uśmiechnęłam sie niepewnie. Przecież nie powiem mu "wiesz, poznałam go wczoraj i po dwóch godzinach juz sie pieprzylismy". To by było komiczne, a nawet chore.

Rozumiem ze jesteśmy przyjaciółmi i ze mówimy sobie praktycznie wszytko ale nie będę opowiadać mu o moich łóżkowych przygodach. Nie musi o tym słychać. Z wyglądu Shannon może wyglądać na nieciekawego typa ale przez te dwie godziny trochę go poznałam i zdążyłam zauważyć ze jest miły i pomocny. Albo tylko takiego udawał.. Nie dane mi było tego sprawdzić. Zrobił to co każdy facet w takiej sytuacji. Uciekł z podkulonym ogonem. Widocznie nie jest taki idealny jakiego go sobie wyobrazalam. Może Tom też tak uważa. Od zawsze odpedzal ode mnie takich kolesi. Uważał ze to bandziory i ze zasługuje na kogoś z wyższej półki. Do teraz sie tak zachowuje. Jak starszy brat. Mam tylko nadzieje że przypomni sobie ile mam lat i że sama sobie potrafie poradzić. 

-Masz jakieś plany na wieczór?- uśmiechnął się poruszając znacząco brwiami.

-Wiesz, jak ostatnio usłyszałam to pytanie to skończyłam leżąc o 2 w nocy na trawniku w parku, więc nie dzięki_ pokręciłam przecząco głową.

-No weeeź. Ze mną się nie napijesz?-zrobił mine kotka ze Shreka.

-może-przymrużyłam na niego oczy próbując nie poddać się jego urokowi.- ale weźmiemy Sarah- pogroziłam mu palcem.

-niech ci będzie-zacmokał i wstał z sofy- widze że nie obejdzie się bez mojej pomocy- zaśmiał się cicho.

Chodziło mu pewnie o mój sposób chodzenia. Zmroziłam go wzrokiem i podniosłam się z kanapy.

-Możesz tylko pomarzyć- wybuchnęłam śmiechem i nadzwyczaj szybko pobiegła do pokoju, zamykając go za sobą na klucz.

Odpowiedziało mi milczenie. Chyba nie jest na tyle głupi żeby nie wiedzieć że nie zobaczy mnie nigdy w samej bieliźnie albo i bez niej. Jest dla mnie przyjacielem i raczej nie planuje tego zmieniać.

sobota, 19 kwietnia 2014

Chapter 6

Na jego twarzy pojawiło sie zdziwienie. Uniósł brwi ku górze i otworzył usta by zacząć coś mówić lecz ja ułożyłam palec na jego wargach.

-Pieprz mnie, Shannon-przejechalam dłońmi wzdłuż jego klatki piersiowe pozostawiając je na wypukleniu bokserek- wiem ze tego chce-lekki, cwaniacki uśmiech wkradł się na moją twarz.

-Liz-mruknął cicho glaskajac mój policzek-jesteś pijana-odgarnal kosmyk włosów z mojego czoła-napewno tego chcesz?

-Tak, chce cię -zacisnelam lekko dłoń na jego kroczu.

Jego ręką powędrowała na moje plecy. Odpial czarny stanik i zsunal go z moich ramion. Ułożył dłoń na mojej piersi i delikatnie ją ścisnął. Z moich ust wydarł sie cichy jęk podniecenia. Zaczął powoli muskac moja skórę kierując pocałunki coraz niżej i niżej zatrzymując się dopiero w okolicy pasa. Zahaczył palec o materiał czarnych, koronkowych majtek ciągnąć je w dół. Dziwne uczucie u dołu mojego brzucha wzrastało z każdym jego ruchem.  Zsunal material do wysokości kolan a łokciami wolno rozsunął moje uda. Jego palce powędrowały na moją kobiecość i zaczęły krążyć na niej niezliczoną ilość kółek. Zacisnelam dłonie na pościeli. Pojękiwałam cicho stając sie coraz bardziej mokra.

-Shannon-stęknęłam błagalnie mając nadzieję ze skończy te głupie aczkolwiek przyjemne gierki.

Jego palce weszły we mnie wijąc sie jak małe wężyki. Z moich ust wydarły sie kolejne jęki przyjemności. Jednak nie tego oczekiwałam. Słowa "chce cię " miały dla mnie inne znaczenie. Odsunelam lekko jego rękę.

-wiesz dobrze czego chce-mruknęłam cicho spoglądając mu w oczy

-Czemuś ty taka niecierpliwa?- uniósł sie do pozycji siedzącej- nie jest ci przyjemnie?

-Jest ale..chce czegoś więcej- zakrylam dłonią usta by nie zobaczył mojego nieśmiałego uśmiechu. Zachowywalam sie jak mała dziewczynka wstydząca sie mówić o takich rzeczach-chyba wiesz co mam na myśli..

Spojrzał na mnie i przejechał wolno ręką po moim udzie. Ułożył usta na kolanie i składał pocałunki coraz niżej do czasu az jego usta nie znalazły sie na mojej kobiecości. Jego język zachowywał sie jak opętany. Nie mógł znaleźć sobie miejsca by juz sie nie ruszyć. Chciał dotknąć każdego kawałka skory wewnątrz mnie. Moje jęki stawały sie nieco głośniejsze ale nie na tyle główne by Sarah była w stanie je usłyszeć.

-Shannon-jęknęłam błagalnie.

Uniósł głowę i przysunął sie do mojej twarzy na tyle blisko ze nie było chyba centymetra przestrzeni miedzy nami. Powoli zsunal swoje bokserki do kolan. Ułożyłam dłoń na jego policzku po czym wbilam sie w jego wargi.  Znów przeniósł swoje pocałunki na szyje. Pocałunki w tym miejscu doprowadzały mnie do czystego obłędu. Odchylilam głowę lekko w prawą stronę i poczułam jak powoli sie we mnie wsunął. Ruchy jego bioder były powolne i delikatne. Zacisnal ręce na oparciu łóżka przyspieszając tempo coraz bardziej. Głośność moich jęków nasilała sie z każdym jego ruchem. Czułam jak jego gorący i nierówny oddech oplata moją szyje. ręce ułożyłam na jego plecach wbijając paznokcie w ich skórę. Z jego ust wydobył się cichy jęk. Na moją twarz wkradł się lekki a zarazem cwaniacki uśmiech. Na jego ciele zaczęły się pojawiać małe, przeźroczyste krople potu. Czułam że dziwne uczucie u dołu mojego brzucha zaraz rozsadzi moje ciało. Zamknęłam powoli oczy i zaczęłam poruszać się w rytm jego ruchów. Mimowolnie przygryzłam dolną wargę. Jego ciało w tym momencie wydawało mi się idealne, perfekcyjne i stworzone tylko dla mnie. Każdy jego mięsień, każde ścięgno. Jego twarz, każda mina, spojrzenie wydawało się takie idealne. Może wydawać wam się to dziwne. Znałam go może jakieś 2 godziny ale wiedziałam że mogę patrzeć na niego do końca życia. Może nawet nie w takiej pozycji jak ta aktualna ale leżącego koło mnie. Budzącego się obok każdego ranka, otwierającego oczy i patrzącego na mnie tymi ślicznymi piwnymi oczami. Jego tempo zaczęło wzrastać. Moje jęki były chyba głośniejsze niż kiedykolwiek. Jego oddech był płytki. Poczułam że zaraz będę szczytować. Jego ciche stękania wskazywały na to że też jest temu bliski. Każdy ruch stawał sie coraz wolniejszy z kolejnymi jękami. Z jego ciała zaczęły kąpać niewielkie kropelki potu spadające na moje rozgrzane ciało. Mimowolnie wbilam zęby w skore mojej dolnej wargi. Zacisnelam ręce na pościeli wyginając sie w łuk oraz jęcząc z przyjemności. Moje nogi drżały gdy Shannon zrobił ostatnie ruchy we mnie jednocześnie dochodząc. Opadł cały mokry koło mnie na pościel układając głowę na jednej z poduszek. Nasze oddechy były płytkie i ciężkie próbujące szybko sie wyrównać. Spojrzałam na niego. Jego twarz byla zwrócona w moją stronę, miał zamknięte oczy i wyglądał jakbym spal. Mogę powiedzieć ze był to najsliczniejszy widok w całym moim życiu. Leżałam tak, skanując każdy, nawet najmniejszy cal jego twarzy do czasu aż nie poczułam silnej potrzeby pójścia spać. Z dość wielkimi niecheciami podniosłam sie z wygodnego materaca. Wsunelam na stopy miekkie bamboszki i potupotalam do komody najciszej jak tylko potrafiłam by nie przeszkodzić Shannonowi w spokojnym snie. Wysunelam jedna z większych szuflad i wyciągnęłam z niej krótkie szorty w panterke oraz zwykły, biały t-shirt. Wsunelam szufladę spowrotem i położyłam rzeczy na komodzie. Powoli chwycilam za biały materiał koszulki i przeciągnęłam przez głowę. Gdy wciagnelam na siebie panterkowy materiał szortów poszłam do łóżka. Zanim sie położyłam przykrylam kocem wciąż mokre ciało Shannona. Położyłam sie powoli koło niego. Złożyłam pojedynczy pocałunek na jego czole i ułożyłam głowę na poduszce. Po chwili odplynelam do cudownej krainy Morfeusza.
***
Wybaczcie że tak długo musieliście czekać na ten rozdział ale szkoła i te rzeczy ;/ Mam nadzieje że wam się podoba :> Co myślicie o dalszych relacjach Shannona z Liz?