Poczułam lekkie szturchanie mojego ramienia. Bardziej zakryłam się kawałkiem materiału leżącym na mnie.
-Liz-mruknął cicho kobiecy głos-musimy już iść-otworzyła drzwi
-Gdzie jesteśmy?-wybełkotałam wolno otwierając oczy i widząc mężczyznę którego kiedyś już gdzieś spotkałam-kim ty jesteś-zwróciłam się do faceta patrzącego na mnie z góry.
-Jestem Shannon..zapomniałaś?-podniósł jedną brew do góry-pomagam ci w dotarciu do domu w całości-zaśmiał się pomagając mi podnieść się do pozycji siedzącej. Zmarszylam czoło.
-Nic nie kojarzę-rozglądnęłam się i spostrzegłam że dalej znajduję się w taksówce lecz za oknem widać tylko nasz wieżowiec i ciemność.
Zdjęłam z nóg obcasy i wysunęłam się z samochodu. Procenty chyba jeszcze nie do końca wyparowały z mojej krwi. Praktycznie nie potrafiłam utrzymać się na nogach w pionie. Tuż za mną z samochodu wyłonił się Shannon. Wyglądał na bardziej trzeźwego niż ja. Podszedł do mnie i przerzucił przez ramie. Chichotałam jak głupia. Takie najwidoczniej jest działanie alkoholu. W tak wielkich ilościach. On pomaszerował do wejścia a ja mogłam widzieć tylko Sarah maszerującą za nami z lekkim uśmiechem na twarzy. W sumie nie dziwie jej się. Widzieć mnie, z natury grzeczną dziewczynkę, w takiej sytuacji to nowość. Weszliśmy do windy. Skąd on wiedział gdzie ma iść?! Lekko przymrużyłam oczy i znów spojrzałam na przyjaciółkę. Z jej wyrazu twarzy nic nie dało sie wyczytać. Drzwi od windy sie otworzyły a muskularny mężczyzna znów zaczął maszerować. Między nami wszystkimi unosila sie niezręczna cisza którą z niewiadomych powodów postanowiłam przerwać gdy juz dotarliśmy do pokoju.
-Shann może chcesz zostać na noc-wybełkotalam-mam duuuze łóżko-zachichotalam zakrywając usta.
-Ee...-spojrzał zdezorientowany na Sarah- ja....macie kanape?
-Coś ty, możesz spać u mnie. Pomiescimy sie-zachichotalam gdy odstawił mnie na ziemie.
Kiwnął jedynie głową i chwycił mnie pod pache. Domyslilam sie ze chce zaprowadzić mnie do pokoju wiec wskazalam na drzwi znajdujące sie na koncu korytarza. Wolnym i wciąż nietrzeźwym krokiem szlam podtrzymując sie ściany by trochę odciążyć mężczyznę. Cały korytarz chybał sie na prawo i lewo a mi z każdym momentem było coraz bardziej niedobrze. Wysfobodzilam sie z jego uścisku i zakrylam dłonią usta zatrzymując sie jednocześnie. Zjechałam wzdłuż ściany na zimną podłogę. Na mojej skórze pojawiła sie gęsia skórka. Moje ciało zaczęło sie trząść i totalnie odmaialo mi posluszenstwa. Shannon odszedł do mnie i chwycił w zgięciu kolan i za płacy trzymając jak panne młodą. Moja nietrzeźwa wyobraźnia włączyła sie do działania. Zaczęłam wyobrażać sobie mnie w długiej, bialej sukni. Idącą z bukietem pudrowo różowych róż do ołtarza. Stającą koło wybranka swojego życia i z niecierpliwością czekającą na to aż oboje powiemy sobie "Tak". Zaczęłam cichutko chichotać gdy weszliśmy juz do mojego pokoju. Posadził mnie na krawędzi łóżka obciagając jednocześnie moją sukienkę. Przetarlam oczy rozmazujac zrobiony wcześniej przez Sarah makijaż. Po czerwonej szmince nie było śladu a z tuszu zostały tylko czarne, rozmazane kółka. Była cala spocona a włosy przeklejaly sie do mnie. Odpielam z lekką trudnością buty i przesunelam sie bardziej na środek łóżka. Położyłam sie powoli słysząc tylko nierówny oddech Shannona. Czy byłam aż taka ciezka ze sie zmęczył? Zamknęłam oczy i próbowałam powstrzymać chęć zwymiotowania. Gdy udało mi sie przysunelam się do ściany.
-Nie jest ci gorąco?-zapytałam mając wciąż zamknięte oczy.
-N-nie-zająkal siadając na krawędzi.
-Strasznie ciężko oddychasz-otworzyłam oczy kierując wzrok w jego stronę-może to przez ten t-shirt?
Spojrzał na mnie gdy jego ręce powędrowały na krawędź jego koszulki. Zaczął ją wolno zdejmować dając delektować mi sie widokiem. Jego mięśnie były napięte. Było widać każde ścięgno odciskające sie na jego skórze od wewnątrz. Powoli zaczęłam wędrować rękami do zamka mojej sukienki. Rozpielam ją i zsunelam ramiączka. Widziałam iskre pożądania w jego oczach. Zsunelam sumienie z bioder i leżałam jedynie w czarnej, koronkowej bieliźnie. Włosy zwiazalam w kucyka i przejechalam językiem po dolnej wardze. Przymrużyłam oczy i wpilam żeby w skore mojej dolnej wargi. Jego ręce znalaazly sie na skórzanym, brązowym pasku, rozpinajac go i rozporek. Wolno zsunal je nie odrywając ode mnie wzroku. Jego oczy z piwnych zrobiły sie ciemno brązowe. Na jego twarzy gościł lekki ale cwaniacki uśmiech. Ułożyłam sie na łóżku w wygodnej pozie opierając sie na łokciach. Przysunal sie bliżej mnie przejeżdżając dłonią po rozgrzanej skórze mojego uda. U dołu mojego brzucha pojawiło sie uczucie podniecenia. Z każdym jego ruchem wzrastało coraz bardziej. Nachylił sie nade mną wbijając oczy w moje tęczówki. Zblizylam sie wolno wbijając sie w jego usta. Jedną dłoń ułożyłam na jego plecach a drugą wplotlam we włosy. Rozchylilam językiem jego miękkie wagri pogłębiając pocałunek. Ręką Shannona powędrowała na mój pośladek lekko go ściskając. Jeknelam cicho w jego usta nie przerywając pocaluku. Każdy pocałunek stawał sie coraz bardziej zachłanny. Jego wargi zaczęły powoli przenosić sie na moją szyje. Przymknelam oczy dysząc. Zaczął zostawiać mokre, różowe ślady na moim ciele. Odepchnelam go trochę tak by patrzył na mnie.
-Pieprz mnie-szepnelam.
***
Przepraszam że ten rozdział taki krótki ;/ nie miałam czasu i weny go pisać ale wynagrodze wam to w następnym ;D