środa, 21 maja 2014

Chapter 9

Kiedy wysiadamy z taksówki Sarah łapie mojego przyjaciela pod rękę a on pochyla się miniamalnie i szepcze jej do ucha sprosne rzeczy wywołując dziewczęcy chichot. Kręce głową i wchodzę za nimi do ciemnego korytarza, chwytając za łokieć przyjaciółki i potrząsając nim lekko. Odwraca się w moim kierunku i uśmiecha się unosząc brwi w górę. Zsuwam z ramion materiał czarnego płaszcza i podaje go jej.
 
- Zabierzcie mój płaszcz, proszę. Spotkamy się przy barze. - kiwa głową a ja mamrocze ciche dziękuję przyciągając torebkę bliżej mojego ciała.
 
Kiedy schodze na dół, trzymając się poręczy blaszanych schodów uderzają we mnie kolorowe światła a głośną muzykę wypływającą z kompaktów czuję nawet w nogach. Mijam parkiet pełen tańczących ludzi i dostrzegam bar. Po prawej jego długości stoi grupka ludzi zamawiająca alkohol a po lewej znajdują się krzesła dla tych którzy przyszli tu po prostu porozmawiać lub czekają na kogoś. Mijam kobietę siedzącą tyłem do parkietu która popija drinka ale nie zamierzam jej pytac czy był tu mężczyzna. Wzdycham i wyciągam telefon Shannona.
 
- Elizabeth, prawda? - czuję jak mięknną mi kolana kiedy odwracam głowę. Kobieta miała czarne proste włosy przypominające fryzure Cher, kości policzkowe podkreśliła różem a rzęsy zostały mocno wytuszowane. Uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie ale nie byłam w stanie odwzajemnić gestu.
- Jesteś przyjaciółką Raymonda? Ja byłam z nim tu umuwiona, właśnie miałam - zachichotala chrapliwie, pozostawiając mnie z otwartymi ustami uciszoną.
- Wolę kiedy mówią do mnie Rayon - Powiedziała a raczej powiedział, głębokim męskim głosem. Podejrzewam  że musiałam wyglądać jak idiotka, zresztą tak właśnie się czułam. Głośno wypuszczam powietrze z ust i kilkakrotnie przeczesuje moje włosy palcami. - Jesteś zaskoczona prawda? Ale odezwij się kochanie bo zaczynam się bać. - pociera moje ramię a jego dłoń jest bardzo ciepła.
- Przepraszam, jesteś bardzo wiarygodnym transwestytą. - przyznaję a on dotyka swojego serca i pokazuje mi że jest urażony. Ponownie panikuje i kiedy mam już prawie nagły napad on śmieje się drwiąco.
- Wyluzuj mała - określa mnie pieszczotliwie. - Napijesz się czegoś? - pyta uprzejemie. Kręce głową.
- Nie, niestety. Jestem tu z przyjaciółmi. A może po prostu poznam cię z nimi? - uśmiecham się szczerze, w duchu gratulując sobie za ten pomysł. Tom zawsze miał w sobie coś  z transwestyty. Jestem pewna że polubi Raymonda.
- Będę zaszczycony - przyznaje.
- A tymczasem, za dobrej pamięci - spoglądam na telefon który ściskam twardo w dłoni i powoli wysuwam go w kierunku znajomego. Opuszki palców Rayona dotykają krawędzi smartfona kiedy w tym samym momencie obca ręką pojawia się między naszymi dłońmi i zabiera urządzenie. Przeraźliwie podnoszę głowę by spojrzeć na wysokiego osobnika a wtedy uczucie żalu i upokorzenia zalewa moje wnętrze.
- Powinienem zgłosić kradzież na policje - wykrzykuje i obraca telefon w palcach sprawdzając czy nie jest uszkodzony. Nie mogę powstrzymać drwiny która opuszcza moje usta.
- Elizabeth zadzwoniła do mnie dzisiaj rano z twojego telefonu i chciała go tylko oddać - Reymond podjął się tłumaczenia tej całej sytuacji.
- Zamknij się - warknął uderzając w chudą klatkę piersiową chłopaka powodując że zachwiał się cofając kilka kroków w tył. Otworzyłam usta ze zdumienia z jaką agresją potrafił odnosić się do ludzi. Uderzyłam go w ramię kręcąc głową.
- Jesteś popaprany - wysyczałam potrząsając głową i podchodząc do czarnowłosego. - Nic ci nie jest? - zapytałam cicho pochylając się nad nim. Otworzył usta by coś powiedzieć ale brunet nie pozwolił mu na to, szarpiąc za moją rękę i przyciągając mnie do siebie.
- Jeszcze z tobą nie skończyłem - oznajmił władczo. Zaczęłam potrząsać ręką mając nadzieję że będę mogła się wyrwać. Ale wtedy wzmocnił uścisk na mojej talii zmuszając do dwuznacznej sytuacji, stykających się naszych klatek piersiowych.
- Puść mnie - sapnełam zadzierając wzrok.
- Zostaw ją Shannon - ostrzegł stając w mojej obronie. Jestem pewna że po całej tej sytuacji na pewno podziękuję Raymondowi za to że po mimo jest tak słaby staję w mojej obronie mierząc się z nierównym sobie.
- A co braciszku? Puknąłem tak ładna dziewczynę że nawet tranwestyta ma na nią ochotę? - wyszczerzył zęby w opryskliwym uśmieszku. - Zabieraj się stąd i zajmij się lepiej szukaniem drugiego takiego gejowskiego popaprańca który zrobi ci wreszcie z tych resztek które nazywasz penisem, damską pochwę. - jestem pewna że jego słowa właśnie zasztyletowały serce chłopaka. Mimo skrępowania spojrzałam na Raymonda którego głowa luźno zwisała w dół. Zacisnełam zęby, w odpowiednim momencie, bo Shannon oplótł dłoń w okół mojego karku i zmusił do patrzenia mu prosto w oczy. Ciemne spojrzenie nie wyrażało żadnych emocji które pamiętałam z pijackiego amoku wczorajszej nocy. - Patrz mi w oczy skoro jesteś taka odważna, odwracanie głowy podczas rozmowy to brak klasy kochanie.
- Nadużywanie siły na drugiej osobie nazywasz rozmową? - uniosłam brwi w górę, potrząsając głową - I proszę nie mów o klasie nie wiesz co znaczy to słowo. - powiedziałam z obrzydzeniem.
- A ty wiesz? - parsknął - No tak przecież pokazałaś ją ostatniej nocy - pewny siebie uśmieszek zagościł na jego ustach. Spuściłam wzrok czując się okropnie. On miał rację. Nie pokazałam niczego co dobrze by o mnie świadczyło i wciąż tego nie robię. - Och, błagam tylko nie płacz. 
- Proszę, dostałeś czego chciałeś więc puść mnie. - przygryzłam wargę, przytłoczona nagłym zimnem które opanowało moje wnętrze.
Zaśmiał się melodyjnie odchylając głowę do tyłu. Przerażał mnie, bałam się tego co może nastąpić jeśli nikt nie zatrzyma tego potwora ale wtedy stało się coś czego bym nie przypuszczała. Jego kciuk delikatnie obrysowywał kontury moich ust, a gorący oddech laskotał skórę karku. Dopiero teraz zauważyłam jak długie rzęsy miał kiedy swobodnie leżały na jego bladych policzkach.
- Jesteś moja Elizabeth - wyszeptał i łapczywie chciał złapać moje usta przygwożdżając je swoimi ale zaczęłam się wyrywać po raz setny tego chorego wieczoru. Walczył ze mną, na siłę chcąc unieruchomić moją głowę ale nie pozwalałam mu na to. Jak się okazało nie tylko ja.
- Zostaw ją, kurwa - doskonale znałam ten głos. Tom sprężystym krokiem znalazł się obok nas i odepchnął od mnie ciemnowłosego.
- Znajdź sobie inną królewnę rycerzyku. - ostrzegł. Zaniemówiłam wpadając na twardą klatkę piersiową chłopaka kiedy opiekuńczo przytulił mnie do siebie.
- Przestań Shannon - powiedziałam mamrocząc.
- Twój kochaś? - zawarczał siarczyście gotowy rzucić się do bójki.
- Nie twoja gówniana sprawa - Grey odwarczał  prowokując go do walki. Szarpię go za ramię i posyłam zdesperowane spojrzenie. Bez rezultatów.
- Przestańcie - syczę, wyrzucając dłonie w powietrze. - Prosze. Chodźmy. - oplatam dłoń w okół nadgarstka Toma i prowadzę go do wyjścia z klubu.
Kulę się i szlocham kiedy Tom pomaga mi wsiąść na tylne siedzę i taksówki gdzie czeka już na mnie Sarah. Wyciaga ręce i chcę mnie przytulić ale nie pozwalam jej na to i się odsuwam. Samochód rusza i wtedy go widzę stoi i uważnie obserwuję. Jest chorym pojebańcem.

wtorek, 13 maja 2014

Chapter 8

Tonęłam w głębi mojej walizki szukając czegoś odpowiedniego. Tak, jeszcze nie zdążyłam się wypakować. Przekładałam ubrania z walizki na łóżko i z powrotem. Przy tak wielu wydarzeniach trudno jest mieć czas na jakiekolwiek porządki w walizce. Jest. Znalazłam ją. Czarna sukienka, którą kiedyś miałam ubrać na imprezę. Z mniejszej walizki wyciągnęłam zwykłe, czarne szpilki i postawiłam je na ziemi. Nie miałam jakieś wielkiej ochoty teraz się rozpakowywać. Z okazji tego że Tom przyjechał zabaluje ostatni raz i wezmę się za poważne sprawy jakimi jest znalezienie pracy. Stanęłam przed lustrem znajdującym się w moim pokoju i bawiłam się włosami próbując znaleźć jakąś dobrą fryzurę na ten wieczór. W końcu mój przyjaciel nie będzie odwiedzał mnie codziennie. Muszę to jakoś wykorzystać. Wyszło jakoś tak ze włosy związałam w koka. Wsunęłam na siebie sukienkę i buty. Została jeszcze tylko kwestia dopasowania makijażu. Na początku zastanawiałam się nad eyelinerem ale Tom wcześniej nie widział mnie w takim makijażu wiec nie będę tego zmieniać. Użyłam jedynie tuszu do rzęs. Przejechałam nim kilka razy po rzęsach dzięki czemu stały się dłuższe i idealnie pogrubione. Wolnym krokiem pomaszerowałam do drzwi i lekko je uchyliłam. Miałam nadzieje ze Tom nie będzie czekał pod drzwiami i tak też było. Najprawdopodobniej wrócił na kanapę. Szlam wzdłuż korytarza i zatrzymałam się przy drzwiach od salonu i opierając o ich framugę. Jego głowa zwróciła się w moją stronę.

-Ślicznie wyglądasz-uśmiechnął się a w jego oku dało się dostrzec niewielką iskierkę.

-Przesadzasz- zachichotałam nieśmiało i dosiadłam się do niego na skórzanej kanapie-widziałeś mój telefon?-spytałam po chwili ciszy.

-Jeśli to ten na szafce w przedpokoju to tak. -wskazał na małą szafkę stojąca niedaleko drzwi wejściowych.

Przyjrzałam się dokładniej i zmarszczyłam czoło. Wstałam i podeszłam do mebla z którego podniosłam czarnego iPhona 5s. Moje zdziwienie wzrastało z każdym obróceniem telefonu w dłoni.

-To nie mój- powiedziałam cicho jakbym mówiła to sama do siebie.

Kliknęłam okrągły przycisk na dole i ujrzałam tapetę na której był tylko jakiś biały motocykl. Przesunęłam mały napis 'Odblokuj' w prawo i okazało sie ze nie jest on zabezpieczony kodem czy czymś z tych rzeczy. Odruchowo kliknęłam w kontakty. Pomiędzy wieloma imionami żeńskimi znalazłam jedno które trochę mnie zdziwiło. Nazwa kontaktu brzmiała "Rayon(Raymond)". Zmarszczyłam brwi i pokierowałam się w stronę drzwi do mojego pokoju.

-Zaraz wrócę-krzyknęłam i zamknęłam za sobą drzwi.

Usiadłam na krawędzi łóżka i zaczęłam sie zastanawiać. Mój iPhone jest biały, a Sarah ma Sony Xperie Z1 wiec jest dość duże prawdopodobieństwo ze telefon ten należy do Shannona. Postanowiłam zadzwonić to tego Raymonda. Gdy usłyszałam ze jest sygnał aż skręciło mnie z nerwów w żołądku. Może pomyślicie ze to głupie ale wstydziłam się gadać z obcymi ludźmi przez telefon, a co gorsza w realu. Zamiast trzeciego sygnału usłyszał chyba męski głos.

-czego Shanni?- spytał a ja cicho zachichotałam

-przepraszam, to nie Shanni. Zostawił u mnie telefon i chciałam go zwrócić.- zaśmiałam się cicho na wspomnienie o jego określeniu na Shannona.

-Ouuu, wiec kim jesteś?-jego głos brzmiał teraz bardziej kobieco.

-Jestem Elizabeth, ale mówią mi Liz. Shannon spał u mnie ostatniego wieczoru.-napięcie w moim brzuchu powoli znikało.

-Ten człowiek mnie rozwala, ma własny dom a nocuje po ludziach! Z kim ja żyje!-zachichotałam,  miałam wrażenie jakbym gadała z jakąś starą, dobrą przyjaciółką.

-Rozumiem, moglibyśmy się jakoś dzisiaj spotkać żebym przekazała ci jego telefon?-przesunęłam się na środek łóżka i usiadłam po turecku.

-Hmmm...Dzisiaj wieczorem wybieram się do klubu "Club Exit". Jeśli byś miała czas i ochotę poimprezować to wpadnij tam i weź telefon ze sobą- zaśmiał się cicho.

-Niezbyt znam Nowy Jork ale moja współlokatorka pewnie wie gdzie to. Będę około 22, pasuje ci?- spytałam krążąc palcem kółka na kolanie.

-Jasne. Mam nadzieje w takim razie że się spotkamy a teraz wybacz ale muszę lecieć- powiedział i się rozłączył.

 Zapomniałam nawet że przez cały ten czas miałam szpilki na nogach. Spojrzałam na zegarek. Jest po 20. Sarah powinna zaraz wrócić. Spojrzałam do raportów w telefonie i spostrzegłam że gadałam z nim aż godzinę. Nawet nie wiedziałam kiedy to upłynęło. Zeszłam z łóżka i rozejrzałam się po pokoju w poszukiwaniu MOJEGO telefonu który miałam nadzieje szybko znaleźć. Podniosłam kołdrę i usłyszałam głośny huk.

-O, tu jest- wymamrotałam pod nosem i podeszłam do białego prostokąta leżącego na ziemi, a następnie podniosłam go.

Obejrzałam go dookoła czy nie jest czasem gdzieś pęknięty ale chwała Bogu był cały. Przełożyłam go do ręki w której trzymałam telefon Shannona i dopiero wtedy spostrzegłam jaki jest wielki. Potupotałam z powrotem do salonu gdzie Tom nie siedział już sam. Siedział tam nie kto inny tylko Sarah.

-Idź się ubieraj! Za chwilę wychodzimy- zaśmiałam się do niej, podbiegłam i złożyłam całusa na jej policzku.

-Masz zamiar się gdzieś wybierać?-ściągnęła brwi wstając z kanapy i zmierzając w stronę swojego pokoju.

-Tak, do klubu "Club Exit"- uśmiechnęłam się- wiesz gdzie to?

-Taa, a skąd ty wiesz że jest w Nowym Jorku taki klub?- odwróciła się do mnie i uniosła jedną brew

-Jak siedziałam na Twitterze to pisali że jest fajny i takie tam-skłamałam

-Oh, w takim razie możemy się tam wybrać- uśmiechnęła się szeroko.

Nie chciałam jej okłamywać ale gdybym powiedziała jej wprost że chcę spotkać się tam ze znajomym Shannona i dać mu jego telefon który zostawił to zareagowałaby tak jak wcześniej czyli nie chciałaby nawet kontynuować tematu. Im mniej wie tym lepiej. Poczekałam aż przebrała się w podobną kreację do mojej lecz zamiast czarnych szpilek wzięła krwisto czerwone. Włosy zostawiła rozpuszczone i lekko je zakręciła. Wyglądała ślicznie. Obie z uśmiechem na twarzy opuściłyśmy pokój. Po drodze do drzwi frontowych zgarnęłyśmy Toma i wyszłyśmy z domu. Schodząc po klatce schodowej Sarah zadzwoniła po taxi. Gdy wyszliśmy z budynku nie musieliśmy długo na nią czekać. Wsiedliśmy do sławnej żółtej taksówki, a moja przyjaciółka rzuciła kierowcy adres ulicy na której znajdował się klub. Znów mogłam podziwiać mój ukochany widok jakim było miasto w nocy rozświetlone tylko neonami. Dzisiejsze korki nie należały do największych. W przeciągu 15 minut znaleźliśmy się pod budynkiem. Bałam się trochę tego spotkania. Nie wiedziałam czego mam się spodziewać. A jeśli będzie tam na mnie czekać Conchita Wurst? Obciągnęłam trochę sukienkę i poprawiłam moją fryzurę.