środa, 21 maja 2014

Chapter 9

Kiedy wysiadamy z taksówki Sarah łapie mojego przyjaciela pod rękę a on pochyla się miniamalnie i szepcze jej do ucha sprosne rzeczy wywołując dziewczęcy chichot. Kręce głową i wchodzę za nimi do ciemnego korytarza, chwytając za łokieć przyjaciółki i potrząsając nim lekko. Odwraca się w moim kierunku i uśmiecha się unosząc brwi w górę. Zsuwam z ramion materiał czarnego płaszcza i podaje go jej.
 
- Zabierzcie mój płaszcz, proszę. Spotkamy się przy barze. - kiwa głową a ja mamrocze ciche dziękuję przyciągając torebkę bliżej mojego ciała.
 
Kiedy schodze na dół, trzymając się poręczy blaszanych schodów uderzają we mnie kolorowe światła a głośną muzykę wypływającą z kompaktów czuję nawet w nogach. Mijam parkiet pełen tańczących ludzi i dostrzegam bar. Po prawej jego długości stoi grupka ludzi zamawiająca alkohol a po lewej znajdują się krzesła dla tych którzy przyszli tu po prostu porozmawiać lub czekają na kogoś. Mijam kobietę siedzącą tyłem do parkietu która popija drinka ale nie zamierzam jej pytac czy był tu mężczyzna. Wzdycham i wyciągam telefon Shannona.
 
- Elizabeth, prawda? - czuję jak mięknną mi kolana kiedy odwracam głowę. Kobieta miała czarne proste włosy przypominające fryzure Cher, kości policzkowe podkreśliła różem a rzęsy zostały mocno wytuszowane. Uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie ale nie byłam w stanie odwzajemnić gestu.
- Jesteś przyjaciółką Raymonda? Ja byłam z nim tu umuwiona, właśnie miałam - zachichotala chrapliwie, pozostawiając mnie z otwartymi ustami uciszoną.
- Wolę kiedy mówią do mnie Rayon - Powiedziała a raczej powiedział, głębokim męskim głosem. Podejrzewam  że musiałam wyglądać jak idiotka, zresztą tak właśnie się czułam. Głośno wypuszczam powietrze z ust i kilkakrotnie przeczesuje moje włosy palcami. - Jesteś zaskoczona prawda? Ale odezwij się kochanie bo zaczynam się bać. - pociera moje ramię a jego dłoń jest bardzo ciepła.
- Przepraszam, jesteś bardzo wiarygodnym transwestytą. - przyznaję a on dotyka swojego serca i pokazuje mi że jest urażony. Ponownie panikuje i kiedy mam już prawie nagły napad on śmieje się drwiąco.
- Wyluzuj mała - określa mnie pieszczotliwie. - Napijesz się czegoś? - pyta uprzejemie. Kręce głową.
- Nie, niestety. Jestem tu z przyjaciółmi. A może po prostu poznam cię z nimi? - uśmiecham się szczerze, w duchu gratulując sobie za ten pomysł. Tom zawsze miał w sobie coś  z transwestyty. Jestem pewna że polubi Raymonda.
- Będę zaszczycony - przyznaje.
- A tymczasem, za dobrej pamięci - spoglądam na telefon który ściskam twardo w dłoni i powoli wysuwam go w kierunku znajomego. Opuszki palców Rayona dotykają krawędzi smartfona kiedy w tym samym momencie obca ręką pojawia się między naszymi dłońmi i zabiera urządzenie. Przeraźliwie podnoszę głowę by spojrzeć na wysokiego osobnika a wtedy uczucie żalu i upokorzenia zalewa moje wnętrze.
- Powinienem zgłosić kradzież na policje - wykrzykuje i obraca telefon w palcach sprawdzając czy nie jest uszkodzony. Nie mogę powstrzymać drwiny która opuszcza moje usta.
- Elizabeth zadzwoniła do mnie dzisiaj rano z twojego telefonu i chciała go tylko oddać - Reymond podjął się tłumaczenia tej całej sytuacji.
- Zamknij się - warknął uderzając w chudą klatkę piersiową chłopaka powodując że zachwiał się cofając kilka kroków w tył. Otworzyłam usta ze zdumienia z jaką agresją potrafił odnosić się do ludzi. Uderzyłam go w ramię kręcąc głową.
- Jesteś popaprany - wysyczałam potrząsając głową i podchodząc do czarnowłosego. - Nic ci nie jest? - zapytałam cicho pochylając się nad nim. Otworzył usta by coś powiedzieć ale brunet nie pozwolił mu na to, szarpiąc za moją rękę i przyciągając mnie do siebie.
- Jeszcze z tobą nie skończyłem - oznajmił władczo. Zaczęłam potrząsać ręką mając nadzieję że będę mogła się wyrwać. Ale wtedy wzmocnił uścisk na mojej talii zmuszając do dwuznacznej sytuacji, stykających się naszych klatek piersiowych.
- Puść mnie - sapnełam zadzierając wzrok.
- Zostaw ją Shannon - ostrzegł stając w mojej obronie. Jestem pewna że po całej tej sytuacji na pewno podziękuję Raymondowi za to że po mimo jest tak słaby staję w mojej obronie mierząc się z nierównym sobie.
- A co braciszku? Puknąłem tak ładna dziewczynę że nawet tranwestyta ma na nią ochotę? - wyszczerzył zęby w opryskliwym uśmieszku. - Zabieraj się stąd i zajmij się lepiej szukaniem drugiego takiego gejowskiego popaprańca który zrobi ci wreszcie z tych resztek które nazywasz penisem, damską pochwę. - jestem pewna że jego słowa właśnie zasztyletowały serce chłopaka. Mimo skrępowania spojrzałam na Raymonda którego głowa luźno zwisała w dół. Zacisnełam zęby, w odpowiednim momencie, bo Shannon oplótł dłoń w okół mojego karku i zmusił do patrzenia mu prosto w oczy. Ciemne spojrzenie nie wyrażało żadnych emocji które pamiętałam z pijackiego amoku wczorajszej nocy. - Patrz mi w oczy skoro jesteś taka odważna, odwracanie głowy podczas rozmowy to brak klasy kochanie.
- Nadużywanie siły na drugiej osobie nazywasz rozmową? - uniosłam brwi w górę, potrząsając głową - I proszę nie mów o klasie nie wiesz co znaczy to słowo. - powiedziałam z obrzydzeniem.
- A ty wiesz? - parsknął - No tak przecież pokazałaś ją ostatniej nocy - pewny siebie uśmieszek zagościł na jego ustach. Spuściłam wzrok czując się okropnie. On miał rację. Nie pokazałam niczego co dobrze by o mnie świadczyło i wciąż tego nie robię. - Och, błagam tylko nie płacz. 
- Proszę, dostałeś czego chciałeś więc puść mnie. - przygryzłam wargę, przytłoczona nagłym zimnem które opanowało moje wnętrze.
Zaśmiał się melodyjnie odchylając głowę do tyłu. Przerażał mnie, bałam się tego co może nastąpić jeśli nikt nie zatrzyma tego potwora ale wtedy stało się coś czego bym nie przypuszczała. Jego kciuk delikatnie obrysowywał kontury moich ust, a gorący oddech laskotał skórę karku. Dopiero teraz zauważyłam jak długie rzęsy miał kiedy swobodnie leżały na jego bladych policzkach.
- Jesteś moja Elizabeth - wyszeptał i łapczywie chciał złapać moje usta przygwożdżając je swoimi ale zaczęłam się wyrywać po raz setny tego chorego wieczoru. Walczył ze mną, na siłę chcąc unieruchomić moją głowę ale nie pozwalałam mu na to. Jak się okazało nie tylko ja.
- Zostaw ją, kurwa - doskonale znałam ten głos. Tom sprężystym krokiem znalazł się obok nas i odepchnął od mnie ciemnowłosego.
- Znajdź sobie inną królewnę rycerzyku. - ostrzegł. Zaniemówiłam wpadając na twardą klatkę piersiową chłopaka kiedy opiekuńczo przytulił mnie do siebie.
- Przestań Shannon - powiedziałam mamrocząc.
- Twój kochaś? - zawarczał siarczyście gotowy rzucić się do bójki.
- Nie twoja gówniana sprawa - Grey odwarczał  prowokując go do walki. Szarpię go za ramię i posyłam zdesperowane spojrzenie. Bez rezultatów.
- Przestańcie - syczę, wyrzucając dłonie w powietrze. - Prosze. Chodźmy. - oplatam dłoń w okół nadgarstka Toma i prowadzę go do wyjścia z klubu.
Kulę się i szlocham kiedy Tom pomaga mi wsiąść na tylne siedzę i taksówki gdzie czeka już na mnie Sarah. Wyciaga ręce i chcę mnie przytulić ale nie pozwalam jej na to i się odsuwam. Samochód rusza i wtedy go widzę stoi i uważnie obserwuję. Jest chorym pojebańcem.

wtorek, 13 maja 2014

Chapter 8

Tonęłam w głębi mojej walizki szukając czegoś odpowiedniego. Tak, jeszcze nie zdążyłam się wypakować. Przekładałam ubrania z walizki na łóżko i z powrotem. Przy tak wielu wydarzeniach trudno jest mieć czas na jakiekolwiek porządki w walizce. Jest. Znalazłam ją. Czarna sukienka, którą kiedyś miałam ubrać na imprezę. Z mniejszej walizki wyciągnęłam zwykłe, czarne szpilki i postawiłam je na ziemi. Nie miałam jakieś wielkiej ochoty teraz się rozpakowywać. Z okazji tego że Tom przyjechał zabaluje ostatni raz i wezmę się za poważne sprawy jakimi jest znalezienie pracy. Stanęłam przed lustrem znajdującym się w moim pokoju i bawiłam się włosami próbując znaleźć jakąś dobrą fryzurę na ten wieczór. W końcu mój przyjaciel nie będzie odwiedzał mnie codziennie. Muszę to jakoś wykorzystać. Wyszło jakoś tak ze włosy związałam w koka. Wsunęłam na siebie sukienkę i buty. Została jeszcze tylko kwestia dopasowania makijażu. Na początku zastanawiałam się nad eyelinerem ale Tom wcześniej nie widział mnie w takim makijażu wiec nie będę tego zmieniać. Użyłam jedynie tuszu do rzęs. Przejechałam nim kilka razy po rzęsach dzięki czemu stały się dłuższe i idealnie pogrubione. Wolnym krokiem pomaszerowałam do drzwi i lekko je uchyliłam. Miałam nadzieje ze Tom nie będzie czekał pod drzwiami i tak też było. Najprawdopodobniej wrócił na kanapę. Szlam wzdłuż korytarza i zatrzymałam się przy drzwiach od salonu i opierając o ich framugę. Jego głowa zwróciła się w moją stronę.

-Ślicznie wyglądasz-uśmiechnął się a w jego oku dało się dostrzec niewielką iskierkę.

-Przesadzasz- zachichotałam nieśmiało i dosiadłam się do niego na skórzanej kanapie-widziałeś mój telefon?-spytałam po chwili ciszy.

-Jeśli to ten na szafce w przedpokoju to tak. -wskazał na małą szafkę stojąca niedaleko drzwi wejściowych.

Przyjrzałam się dokładniej i zmarszczyłam czoło. Wstałam i podeszłam do mebla z którego podniosłam czarnego iPhona 5s. Moje zdziwienie wzrastało z każdym obróceniem telefonu w dłoni.

-To nie mój- powiedziałam cicho jakbym mówiła to sama do siebie.

Kliknęłam okrągły przycisk na dole i ujrzałam tapetę na której był tylko jakiś biały motocykl. Przesunęłam mały napis 'Odblokuj' w prawo i okazało sie ze nie jest on zabezpieczony kodem czy czymś z tych rzeczy. Odruchowo kliknęłam w kontakty. Pomiędzy wieloma imionami żeńskimi znalazłam jedno które trochę mnie zdziwiło. Nazwa kontaktu brzmiała "Rayon(Raymond)". Zmarszczyłam brwi i pokierowałam się w stronę drzwi do mojego pokoju.

-Zaraz wrócę-krzyknęłam i zamknęłam za sobą drzwi.

Usiadłam na krawędzi łóżka i zaczęłam sie zastanawiać. Mój iPhone jest biały, a Sarah ma Sony Xperie Z1 wiec jest dość duże prawdopodobieństwo ze telefon ten należy do Shannona. Postanowiłam zadzwonić to tego Raymonda. Gdy usłyszałam ze jest sygnał aż skręciło mnie z nerwów w żołądku. Może pomyślicie ze to głupie ale wstydziłam się gadać z obcymi ludźmi przez telefon, a co gorsza w realu. Zamiast trzeciego sygnału usłyszał chyba męski głos.

-czego Shanni?- spytał a ja cicho zachichotałam

-przepraszam, to nie Shanni. Zostawił u mnie telefon i chciałam go zwrócić.- zaśmiałam się cicho na wspomnienie o jego określeniu na Shannona.

-Ouuu, wiec kim jesteś?-jego głos brzmiał teraz bardziej kobieco.

-Jestem Elizabeth, ale mówią mi Liz. Shannon spał u mnie ostatniego wieczoru.-napięcie w moim brzuchu powoli znikało.

-Ten człowiek mnie rozwala, ma własny dom a nocuje po ludziach! Z kim ja żyje!-zachichotałam,  miałam wrażenie jakbym gadała z jakąś starą, dobrą przyjaciółką.

-Rozumiem, moglibyśmy się jakoś dzisiaj spotkać żebym przekazała ci jego telefon?-przesunęłam się na środek łóżka i usiadłam po turecku.

-Hmmm...Dzisiaj wieczorem wybieram się do klubu "Club Exit". Jeśli byś miała czas i ochotę poimprezować to wpadnij tam i weź telefon ze sobą- zaśmiał się cicho.

-Niezbyt znam Nowy Jork ale moja współlokatorka pewnie wie gdzie to. Będę około 22, pasuje ci?- spytałam krążąc palcem kółka na kolanie.

-Jasne. Mam nadzieje w takim razie że się spotkamy a teraz wybacz ale muszę lecieć- powiedział i się rozłączył.

 Zapomniałam nawet że przez cały ten czas miałam szpilki na nogach. Spojrzałam na zegarek. Jest po 20. Sarah powinna zaraz wrócić. Spojrzałam do raportów w telefonie i spostrzegłam że gadałam z nim aż godzinę. Nawet nie wiedziałam kiedy to upłynęło. Zeszłam z łóżka i rozejrzałam się po pokoju w poszukiwaniu MOJEGO telefonu który miałam nadzieje szybko znaleźć. Podniosłam kołdrę i usłyszałam głośny huk.

-O, tu jest- wymamrotałam pod nosem i podeszłam do białego prostokąta leżącego na ziemi, a następnie podniosłam go.

Obejrzałam go dookoła czy nie jest czasem gdzieś pęknięty ale chwała Bogu był cały. Przełożyłam go do ręki w której trzymałam telefon Shannona i dopiero wtedy spostrzegłam jaki jest wielki. Potupotałam z powrotem do salonu gdzie Tom nie siedział już sam. Siedział tam nie kto inny tylko Sarah.

-Idź się ubieraj! Za chwilę wychodzimy- zaśmiałam się do niej, podbiegłam i złożyłam całusa na jej policzku.

-Masz zamiar się gdzieś wybierać?-ściągnęła brwi wstając z kanapy i zmierzając w stronę swojego pokoju.

-Tak, do klubu "Club Exit"- uśmiechnęłam się- wiesz gdzie to?

-Taa, a skąd ty wiesz że jest w Nowym Jorku taki klub?- odwróciła się do mnie i uniosła jedną brew

-Jak siedziałam na Twitterze to pisali że jest fajny i takie tam-skłamałam

-Oh, w takim razie możemy się tam wybrać- uśmiechnęła się szeroko.

Nie chciałam jej okłamywać ale gdybym powiedziała jej wprost że chcę spotkać się tam ze znajomym Shannona i dać mu jego telefon który zostawił to zareagowałaby tak jak wcześniej czyli nie chciałaby nawet kontynuować tematu. Im mniej wie tym lepiej. Poczekałam aż przebrała się w podobną kreację do mojej lecz zamiast czarnych szpilek wzięła krwisto czerwone. Włosy zostawiła rozpuszczone i lekko je zakręciła. Wyglądała ślicznie. Obie z uśmiechem na twarzy opuściłyśmy pokój. Po drodze do drzwi frontowych zgarnęłyśmy Toma i wyszłyśmy z domu. Schodząc po klatce schodowej Sarah zadzwoniła po taxi. Gdy wyszliśmy z budynku nie musieliśmy długo na nią czekać. Wsiedliśmy do sławnej żółtej taksówki, a moja przyjaciółka rzuciła kierowcy adres ulicy na której znajdował się klub. Znów mogłam podziwiać mój ukochany widok jakim było miasto w nocy rozświetlone tylko neonami. Dzisiejsze korki nie należały do największych. W przeciągu 15 minut znaleźliśmy się pod budynkiem. Bałam się trochę tego spotkania. Nie wiedziałam czego mam się spodziewać. A jeśli będzie tam na mnie czekać Conchita Wurst? Obciągnęłam trochę sukienkę i poprawiłam moją fryzurę.

czwartek, 24 kwietnia 2014

Chapter 7

Gdy rano uchylilam leniwie oczy, miałam skrytą nadzieje ze powitają mnie te śliczne, piwne tęczówki. Ujarzalam jedynie chaotycznie porozrzucane poduszki, na których spał. Mimo dość dużego bólu unioslam sie na łokciach i rozejrzalam sie po pomieszczeniu.

-nie ma go- mruknelam cicho pod nosem marszczac czoło.

Przeniosłam się do pozycji siedzącej. Podniosłam sie wolno. Oparłam sie o szafke nocną by nie stracić równowagi, którą udało mi się uzyskać. Postawiłam kilka dość bolesnych kroków w stronę drzwi. Musiałam wyglądać komicznie idąc jak typowy "kark". Zakwasy nie pozwalały mi iść ani normalnie, ani szybko. Myślałam ze zaraz się będę czołgać. Dopiero po jakiś pięciu minutach moja dłoń spoczęła na klamce. Przekrecilam ją i uchylilam drzwi. Wychylilam głowę przez małą szparę by zobaczyć kto tam jest. Usłyszałam działający telewizor. Wolno szlam korytarzem podpierając sie ściany. Zauważyłam ze w kuchni jest ciemno wiec ktoś musi być w salonie. Mój wzrok skierowany był w podłogę, a gdy weszłam do pokoju wbilam wzrok w męskie buty Nike. Mój wzrok powędrował wyżej po drodze widząc czarne rurki, biały t-shirt z szarym krajobrazem LA i czarno-szarą bejbolówkę aż wbilam wzrok w brązowe tęczówki mężczyzny siedzącego na mojej kanapie i oglądającego moją telewizje. Jego głową zwróciła sie w moją stronę, a mi szczęka opadła.

-Tom?!- otworzyłam usta ze zdumienia. Spodziewałam się tu raczej czekającego na mnie Shannona lub Sarah, która wróciła ze sklepu.

-Od zawsze wiedziałem ze lubisz sobie pospać ale nie uważasz ze spanie do 14 to juz lekka przesada?-zapytał roześmiany wstając z kanapy i idącego w moją stronę.

-Co ty tu robisz?-uśmiechnęłam się wtulając w jego szeroką klatkę piersiową.

-Chciałem odwiedzić najlepszą przyjaciółkę, która chyba zapomniała sie pożegnać-spojrzał na mnie wzrokiem takim jakim patrzyła zawsze moja matka gdy wypominala mi moje błędy.

-O Jezu..-zakrylam dłonią usta. Kompletnie wypadło mi to z głowy. Tak bardzo spieszylam sie na samolot ze nawet nie miałam czasu do niego zajechać.- przepraszam, spieszylam sie na samolot i..-ułożył palec na moich ustach by mnie uciszyć.

-Nic sie nie stało. I tak planowałem cię odwiedzić wiec fajnie sie złożyło-uśmiechnął się promiennie. Miał wory pod oczami jakby nie spal całą no.

-Długo tu siedzisz?-zmarszczylam czoło skanując dokładnie okolice jego oczu.

-Ze dwie godziny może..a co?-kiwnal głową w stronę sofy dając mi do zrozumienia ze nasze pogaduchy nie skończą sie szybko.

-Widziałeś kogoś kto wychodził lub wchodził do mieszkania?-zapytałam trochę zaniepokojona.

-Jak przyjechałem otworzyła mi jakaś laska. Chwile z nią pogadalem, później ona poszła do sklepu. W tym czasie z mieszkania wyszedł jakiś koleś, ona wróciła, zapytałem ją o tego kolesia. Ona powiedziała tylko ze spieszy sie na zajęcia i wyszła z domu- na jego twarzy pojawił sie grymas ciekawości. Znam go na tyle dlugo żeby wiedzieć kiedy zżera go ciekawość.

-Aha- spuscilam głowę i zaczęłam zakrecac kosmyk włosów na palcu.

- To twój chłopak?- zapytał z uśmiechem. On jest taki jak mój ojciec tylko czeka aż pochwale sie w końcu jakimś chłopakiem.

-Nie, nie. To znajomy. Poznałam go wczoraj na imprezie-uśmiechnęłam sie niepewnie. Przecież nie powiem mu "wiesz, poznałam go wczoraj i po dwóch godzinach juz sie pieprzylismy". To by było komiczne, a nawet chore.

Rozumiem ze jesteśmy przyjaciółmi i ze mówimy sobie praktycznie wszytko ale nie będę opowiadać mu o moich łóżkowych przygodach. Nie musi o tym słychać. Z wyglądu Shannon może wyglądać na nieciekawego typa ale przez te dwie godziny trochę go poznałam i zdążyłam zauważyć ze jest miły i pomocny. Albo tylko takiego udawał.. Nie dane mi było tego sprawdzić. Zrobił to co każdy facet w takiej sytuacji. Uciekł z podkulonym ogonem. Widocznie nie jest taki idealny jakiego go sobie wyobrazalam. Może Tom też tak uważa. Od zawsze odpedzal ode mnie takich kolesi. Uważał ze to bandziory i ze zasługuje na kogoś z wyższej półki. Do teraz sie tak zachowuje. Jak starszy brat. Mam tylko nadzieje że przypomni sobie ile mam lat i że sama sobie potrafie poradzić. 

-Masz jakieś plany na wieczór?- uśmiechnął się poruszając znacząco brwiami.

-Wiesz, jak ostatnio usłyszałam to pytanie to skończyłam leżąc o 2 w nocy na trawniku w parku, więc nie dzięki_ pokręciłam przecząco głową.

-No weeeź. Ze mną się nie napijesz?-zrobił mine kotka ze Shreka.

-może-przymrużyłam na niego oczy próbując nie poddać się jego urokowi.- ale weźmiemy Sarah- pogroziłam mu palcem.

-niech ci będzie-zacmokał i wstał z sofy- widze że nie obejdzie się bez mojej pomocy- zaśmiał się cicho.

Chodziło mu pewnie o mój sposób chodzenia. Zmroziłam go wzrokiem i podniosłam się z kanapy.

-Możesz tylko pomarzyć- wybuchnęłam śmiechem i nadzwyczaj szybko pobiegła do pokoju, zamykając go za sobą na klucz.

Odpowiedziało mi milczenie. Chyba nie jest na tyle głupi żeby nie wiedzieć że nie zobaczy mnie nigdy w samej bieliźnie albo i bez niej. Jest dla mnie przyjacielem i raczej nie planuje tego zmieniać.

sobota, 19 kwietnia 2014

Chapter 6

Na jego twarzy pojawiło sie zdziwienie. Uniósł brwi ku górze i otworzył usta by zacząć coś mówić lecz ja ułożyłam palec na jego wargach.

-Pieprz mnie, Shannon-przejechalam dłońmi wzdłuż jego klatki piersiowe pozostawiając je na wypukleniu bokserek- wiem ze tego chce-lekki, cwaniacki uśmiech wkradł się na moją twarz.

-Liz-mruknął cicho glaskajac mój policzek-jesteś pijana-odgarnal kosmyk włosów z mojego czoła-napewno tego chcesz?

-Tak, chce cię -zacisnelam lekko dłoń na jego kroczu.

Jego ręką powędrowała na moje plecy. Odpial czarny stanik i zsunal go z moich ramion. Ułożył dłoń na mojej piersi i delikatnie ją ścisnął. Z moich ust wydarł sie cichy jęk podniecenia. Zaczął powoli muskac moja skórę kierując pocałunki coraz niżej i niżej zatrzymując się dopiero w okolicy pasa. Zahaczył palec o materiał czarnych, koronkowych majtek ciągnąć je w dół. Dziwne uczucie u dołu mojego brzucha wzrastało z każdym jego ruchem.  Zsunal material do wysokości kolan a łokciami wolno rozsunął moje uda. Jego palce powędrowały na moją kobiecość i zaczęły krążyć na niej niezliczoną ilość kółek. Zacisnelam dłonie na pościeli. Pojękiwałam cicho stając sie coraz bardziej mokra.

-Shannon-stęknęłam błagalnie mając nadzieję ze skończy te głupie aczkolwiek przyjemne gierki.

Jego palce weszły we mnie wijąc sie jak małe wężyki. Z moich ust wydarły sie kolejne jęki przyjemności. Jednak nie tego oczekiwałam. Słowa "chce cię " miały dla mnie inne znaczenie. Odsunelam lekko jego rękę.

-wiesz dobrze czego chce-mruknęłam cicho spoglądając mu w oczy

-Czemuś ty taka niecierpliwa?- uniósł sie do pozycji siedzącej- nie jest ci przyjemnie?

-Jest ale..chce czegoś więcej- zakrylam dłonią usta by nie zobaczył mojego nieśmiałego uśmiechu. Zachowywalam sie jak mała dziewczynka wstydząca sie mówić o takich rzeczach-chyba wiesz co mam na myśli..

Spojrzał na mnie i przejechał wolno ręką po moim udzie. Ułożył usta na kolanie i składał pocałunki coraz niżej do czasu az jego usta nie znalazły sie na mojej kobiecości. Jego język zachowywał sie jak opętany. Nie mógł znaleźć sobie miejsca by juz sie nie ruszyć. Chciał dotknąć każdego kawałka skory wewnątrz mnie. Moje jęki stawały sie nieco głośniejsze ale nie na tyle główne by Sarah była w stanie je usłyszeć.

-Shannon-jęknęłam błagalnie.

Uniósł głowę i przysunął sie do mojej twarzy na tyle blisko ze nie było chyba centymetra przestrzeni miedzy nami. Powoli zsunal swoje bokserki do kolan. Ułożyłam dłoń na jego policzku po czym wbilam sie w jego wargi.  Znów przeniósł swoje pocałunki na szyje. Pocałunki w tym miejscu doprowadzały mnie do czystego obłędu. Odchylilam głowę lekko w prawą stronę i poczułam jak powoli sie we mnie wsunął. Ruchy jego bioder były powolne i delikatne. Zacisnal ręce na oparciu łóżka przyspieszając tempo coraz bardziej. Głośność moich jęków nasilała sie z każdym jego ruchem. Czułam jak jego gorący i nierówny oddech oplata moją szyje. ręce ułożyłam na jego plecach wbijając paznokcie w ich skórę. Z jego ust wydobył się cichy jęk. Na moją twarz wkradł się lekki a zarazem cwaniacki uśmiech. Na jego ciele zaczęły się pojawiać małe, przeźroczyste krople potu. Czułam że dziwne uczucie u dołu mojego brzucha zaraz rozsadzi moje ciało. Zamknęłam powoli oczy i zaczęłam poruszać się w rytm jego ruchów. Mimowolnie przygryzłam dolną wargę. Jego ciało w tym momencie wydawało mi się idealne, perfekcyjne i stworzone tylko dla mnie. Każdy jego mięsień, każde ścięgno. Jego twarz, każda mina, spojrzenie wydawało się takie idealne. Może wydawać wam się to dziwne. Znałam go może jakieś 2 godziny ale wiedziałam że mogę patrzeć na niego do końca życia. Może nawet nie w takiej pozycji jak ta aktualna ale leżącego koło mnie. Budzącego się obok każdego ranka, otwierającego oczy i patrzącego na mnie tymi ślicznymi piwnymi oczami. Jego tempo zaczęło wzrastać. Moje jęki były chyba głośniejsze niż kiedykolwiek. Jego oddech był płytki. Poczułam że zaraz będę szczytować. Jego ciche stękania wskazywały na to że też jest temu bliski. Każdy ruch stawał sie coraz wolniejszy z kolejnymi jękami. Z jego ciała zaczęły kąpać niewielkie kropelki potu spadające na moje rozgrzane ciało. Mimowolnie wbilam zęby w skore mojej dolnej wargi. Zacisnelam ręce na pościeli wyginając sie w łuk oraz jęcząc z przyjemności. Moje nogi drżały gdy Shannon zrobił ostatnie ruchy we mnie jednocześnie dochodząc. Opadł cały mokry koło mnie na pościel układając głowę na jednej z poduszek. Nasze oddechy były płytkie i ciężkie próbujące szybko sie wyrównać. Spojrzałam na niego. Jego twarz byla zwrócona w moją stronę, miał zamknięte oczy i wyglądał jakbym spal. Mogę powiedzieć ze był to najsliczniejszy widok w całym moim życiu. Leżałam tak, skanując każdy, nawet najmniejszy cal jego twarzy do czasu aż nie poczułam silnej potrzeby pójścia spać. Z dość wielkimi niecheciami podniosłam sie z wygodnego materaca. Wsunelam na stopy miekkie bamboszki i potupotalam do komody najciszej jak tylko potrafiłam by nie przeszkodzić Shannonowi w spokojnym snie. Wysunelam jedna z większych szuflad i wyciągnęłam z niej krótkie szorty w panterke oraz zwykły, biały t-shirt. Wsunelam szufladę spowrotem i położyłam rzeczy na komodzie. Powoli chwycilam za biały materiał koszulki i przeciągnęłam przez głowę. Gdy wciagnelam na siebie panterkowy materiał szortów poszłam do łóżka. Zanim sie położyłam przykrylam kocem wciąż mokre ciało Shannona. Położyłam sie powoli koło niego. Złożyłam pojedynczy pocałunek na jego czole i ułożyłam głowę na poduszce. Po chwili odplynelam do cudownej krainy Morfeusza.
***
Wybaczcie że tak długo musieliście czekać na ten rozdział ale szkoła i te rzeczy ;/ Mam nadzieje że wam się podoba :> Co myślicie o dalszych relacjach Shannona z Liz?

czwartek, 27 marca 2014

Chapter 5

Poczułam lekkie szturchanie mojego ramienia. Bardziej zakryłam się kawałkiem materiału leżącym na mnie.

-Liz-mruknął cicho kobiecy głos-musimy już iść-otworzyła drzwi

-Gdzie jesteśmy?-wybełkotałam wolno otwierając oczy i widząc mężczyznę którego kiedyś już gdzieś spotkałam-kim ty jesteś-zwróciłam się do faceta patrzącego na mnie z góry.

-Jestem Shannon..zapomniałaś?-podniósł jedną brew do góry-pomagam ci w dotarciu do domu w całości-zaśmiał się pomagając mi podnieść się do pozycji siedzącej. Zmarszylam czoło.

-Nic nie kojarzę-rozglądnęłam się i spostrzegłam że dalej znajduję się w taksówce lecz za oknem widać tylko nasz wieżowiec i ciemność.

Zdjęłam z nóg obcasy i wysunęłam się z samochodu. Procenty chyba jeszcze nie do końca wyparowały z mojej krwi. Praktycznie nie potrafiłam utrzymać się na nogach w pionie. Tuż za mną z samochodu wyłonił się Shannon. Wyglądał na bardziej trzeźwego niż ja. Podszedł do mnie i przerzucił przez ramie. Chichotałam jak głupia. Takie najwidoczniej jest działanie alkoholu. W tak wielkich ilościach. On pomaszerował do wejścia a ja mogłam widzieć tylko Sarah maszerującą za nami z lekkim uśmiechem na twarzy. W sumie nie dziwie jej się. Widzieć mnie, z natury grzeczną dziewczynkę, w takiej sytuacji to nowość. Weszliśmy do windy. Skąd on wiedział gdzie ma iść?! Lekko przymrużyłam oczy i znów spojrzałam na przyjaciółkę. Z jej wyrazu twarzy nic nie dało sie wyczytać. Drzwi od windy sie otworzyły a muskularny mężczyzna znów zaczął maszerować. Między nami wszystkimi unosila sie niezręczna cisza którą z niewiadomych powodów postanowiłam przerwać gdy juz dotarliśmy do pokoju.
 
-Shann może chcesz zostać na noc-wybełkotalam-mam duuuze łóżko-zachichotalam zakrywając usta.
 
-Ee...-spojrzał zdezorientowany na Sarah- ja....macie kanape?
 
-Coś ty, możesz spać u mnie. Pomiescimy sie-zachichotalam gdy odstawił mnie na ziemie.
 
 Kiwnął jedynie głową i chwycił mnie pod pache. Domyslilam sie ze chce zaprowadzić mnie do pokoju wiec wskazalam na drzwi znajdujące sie na koncu korytarza. Wolnym i wciąż nietrzeźwym krokiem szlam podtrzymując sie ściany by trochę odciążyć mężczyznę. Cały korytarz chybał sie na prawo i lewo a mi z każdym momentem było coraz bardziej niedobrze. Wysfobodzilam sie z jego uścisku i zakrylam dłonią usta zatrzymując sie jednocześnie. Zjechałam wzdłuż ściany na zimną podłogę. Na mojej skórze pojawiła sie gęsia skórka. Moje ciało zaczęło sie trząść i totalnie odmaialo mi posluszenstwa. Shannon odszedł do mnie i chwycił w zgięciu kolan i za płacy trzymając jak panne młodą. Moja nietrzeźwa wyobraźnia włączyła sie do działania. Zaczęłam wyobrażać sobie mnie w długiej, bialej sukni. Idącą z bukietem pudrowo różowych róż do ołtarza. Stającą koło wybranka swojego życia i z niecierpliwością czekającą na to aż oboje powiemy sobie "Tak". Zaczęłam cichutko chichotać gdy weszliśmy juz do mojego pokoju. Posadził mnie na krawędzi łóżka obciagając jednocześnie moją sukienkę. Przetarlam oczy rozmazujac zrobiony wcześniej przez Sarah makijaż. Po czerwonej szmince nie było śladu a z tuszu zostały tylko czarne, rozmazane kółka. Była cala spocona a włosy przeklejaly sie do mnie. Odpielam z lekką trudnością buty i przesunelam sie bardziej na środek łóżka. Położyłam sie powoli słysząc tylko nierówny oddech Shannona. Czy byłam aż taka ciezka ze sie zmęczył? Zamknęłam oczy i próbowałam powstrzymać chęć zwymiotowania. Gdy udało mi sie przysunelam się do ściany.
 
-Nie jest ci gorąco?-zapytałam mając wciąż zamknięte oczy.
 
-N-nie-zająkal siadając na krawędzi.
 
-Strasznie ciężko oddychasz-otworzyłam oczy kierując wzrok w jego stronę-może to przez ten t-shirt?
 
Spojrzał na mnie gdy jego ręce powędrowały na krawędź jego koszulki. Zaczął ją wolno zdejmować dając delektować mi sie widokiem. Jego mięśnie były napięte. Było widać każde ścięgno odciskające sie na jego skórze od wewnątrz. Powoli zaczęłam wędrować rękami do zamka mojej sukienki. Rozpielam ją i zsunelam ramiączka. Widziałam iskre pożądania w jego oczach. Zsunelam sumienie z bioder i leżałam jedynie w czarnej, koronkowej bieliźnie. Włosy zwiazalam w kucyka i przejechalam językiem po dolnej wardze. Przymrużyłam oczy i wpilam żeby w skore mojej dolnej wargi. Jego ręce znalaazly sie na skórzanym, brązowym pasku, rozpinajac go i rozporek. Wolno zsunal je nie odrywając ode mnie wzroku. Jego oczy z piwnych zrobiły sie ciemno brązowe. Na jego twarzy gościł lekki ale cwaniacki uśmiech. Ułożyłam sie na łóżku w wygodnej pozie opierając sie na łokciach. Przysunal sie bliżej mnie przejeżdżając dłonią po rozgrzanej skórze mojego uda. U dołu mojego brzucha pojawiło sie uczucie podniecenia. Z każdym jego ruchem wzrastało coraz bardziej.  Nachylił sie nade mną wbijając oczy w moje tęczówki. Zblizylam sie wolno wbijając sie w jego usta. Jedną dłoń ułożyłam na jego plecach a drugą wplotlam we włosy. Rozchylilam językiem jego miękkie wagri pogłębiając pocałunek. Ręką Shannona powędrowała na mój pośladek lekko go ściskając. Jeknelam cicho w jego usta nie przerywając pocaluku. Każdy pocałunek stawał sie coraz bardziej zachłanny. Jego wargi zaczęły powoli przenosić sie na moją szyje. Przymknelam oczy dysząc. Zaczął zostawiać mokre, różowe ślady na moim ciele. Odepchnelam go trochę tak by patrzył na mnie.
 
-Pieprz mnie-szepnelam.
***
Przepraszam że ten rozdział taki krótki ;/ nie miałam czasu i weny go pisać ale wynagrodze wam to w następnym ;D  

piątek, 14 marca 2014

Chapter 4

Przed budynkiem czekała na nas taksówką, którą pewnie zamówiła Sarah gdy się krzątałam po pokoju w poszukiwaniu czegoś odpowiedniego. Wsiadłyśmy do pojazdu. Znów mogłam oglądać miasto w milionach neonów. Ulice były przepełnione ludźmi. Nie wiem nawet jak mogli postawić chociaż jeden krok. Każdy szedł za każdym jakby byli poprzyczepiani do siebie, ale może są przyzwyczajeni. W LA nie ma aż takich tłumów albo takowych nie widziałam. Tam o tej godzinie już wszyscy byli w klubach i bawili się w najlepsze. My do tego zmierzałyśmy. Korki jednak były rzeczą, która uwielbiała przeszkadzać w dotarciu gdziekolwiek. Od zawsze ciekawiło mnie życie w NY. Brat często opowiadał mi że jest tu bardzo ciekawie. Dużo koncertów, imprez plenerowych i innych bardzo ciekawych wydarzeń. Nigdy nie miałam okazji go odwiedzić. Musiałam siedzieć w domu i uczyć się w każdym wolnym momencie dnia. Nie mogłam wyjść nigdzie ze znajomymi, na żadną imprezę czy chociaż do przyjaciółki na noc. Miałam 18-letni areszt domowy. I gdy nadążyła mi sie najbliższą okazja żeby się stamtąd wyrwać postanowiłam to wykorzystać. Może pomyślicie ze jestem głupia że chciałam opuścić LA go mogłam się przenieść tylko kilka domów dalej lecz ja chciałam zacząć nowe życie w miejscu do tego przystosowanym.

Chwile później znalazłyśmy się pod klubem "skaczącym" od głośnej w nim muzyki. Kilka pijanych lasek stało przed klubem śmiejąc się z własnej głupoty. Pokręciłam głową i wysiadłam z żółtego pojazdu. Poczułam jak zimne powietrze delikatnie głaska moją gorącą skórę. Zamknęłam oczy i czekałam aż przyjaciółka dołączy do mnie. Usłyszałam tupot jej szpilek i otworzyłam oczy zwracając się w jej stronę. Uśmiech na jej twarzy oznajmił mi że jest gotowa do zaczęcia ostrej imprezy. Złapała mnie pod pachę i ruszyła w stronę wejścia. Klub był przepełniony po brzegi. Od razu poszłyśmy do baru. Na sam początek zamówiłyśmy dwa drinki z Martini. Kolejna była czysta wódka. Nie planowałam się jakoś szybko upić ale chciałam się wyszaleć. Później była kolejna, i kolejna, i następna. Sarah pociągnęła mnie na parkiet i zaczęłyśmy tańczyć. Nie był to taki zwykły taniec bo byłyśmy tak podpite ze ocierałyśmy się o siebie. Śmiałyśmy się nie zwracając uwagi na resztę ludzi przebywających w klubie. Po jakiś 10 minutach znów ruszyłyśmy w stronę baru. Polały się kolejne kieliszki wódki. Wokół kręciło się sporo facetów którzy nie zwracali jakoś szczególnie mojej uwagi. Byli schlani i tylko szukali łatwej laski do wyruchania. Tez nie byłam trzeźwa ale zostało mi jeszcze trochę zdrowego rozsądku. Znów wróciłam na parkiet. Nigdy nie bawiłam się tak dobrze po alkoholu. W sumie oprócz imprezy urodzinowej nigdy wcześniej nie piłam. Czułam się jak ryba w wodzie ruszając się w rytm muzyki. Mimo wysokich obcasów poruszałam się zwinnie i szybko. Praktycznie można powiedzieć ze nie miałam ich na sobie. Skakałamtańczyłam i po prostu wariowałam. Znów pociągnęłam przyjaciółkę w stronę baru. Usiadłam na jednym z barowych krzeseł i poprosiłam o  dwa drinki "Wściekły Pies". Chwile później przystojny barman podał nam wysokie kieliszki pełne lodu i alkoholu w brązowym kolorze. Sarah zajęła miejsce koło mnie i zaczęłyśmy sączyć  napój. Następne kolejki to były Kamikadze. Praktycznie sama wódka. Mocna. Około 2 w nocy zaczęłyśmy się zbierać. Robili się nieciekawie. Prze narożnych stolikach wciągali jakiś biały proszek. Byłam jednak tak pijana ze nie zwracałam na to uwagi. Pokierowałyśmy się do wyjścia a tam uderzyło mnie mroźne powietrze. Razem z Sarah pomaszerowałyśmy do pobliskiego parku. Położyłam się na trawniku tuż koło brązowej, drewnianej ławki.

-Beth-mruknęła moja współlokatorka siadając na ławce.Chyba wypiła mniej niż ja-Musimy wrócić do domu-zaśmiała się wstając i idąc w moim kierunku.

-Wiem-wybełkotałam i zaczęłam machać rękami nad sobą.

-To musisz wstać-zaśmiała się z mojego zachowania-no już-kucnęła koło mnie.

-Nie mogę-zaśmiałam się nie przerywając czynności i podkulając nogi.

-Chodź, pomogę ci-wyciągnęła ręce w moim kierunku.

Chwyciłam jej dłonie. Ona zaparła się i uniosła mnie do pozycji siedzącej. Była na tyle nietrzeźwa ze straciła wszelkie siły.

-Poczekaj, znajdę kogoś do pomocy-mruknęła i poszła w stronę ostatnio odwiedzonego przez nas miejsca.

Zostawiła mnie samą w stanie nietrzeźwym w środku parku. O 2 w nocy leżącą na trawniku. Nie było to zbyt rozsądne rozwiązanie. Leżałam tak machając dłońmi przed twarzą. Nie wiedziałam że alkohol może tak zadziałać na ludzki organizm. Zaczęłam gadać do siebie jakieś bełkoty. Nie pamiętam nawet na jaki temat. Chichotałam cały czas do momentu gdy nie usłyszałam tupotu obcasów. Zwróciłam się w kierunku źródła dźwięku. Tak jak myślałam była to Sarah. Ale nie sama. Stał koło niej jakiś brunet z kilkudniowy zarostem. Zaśmiałam się głośno i znów położyłam na trawniku.

-To jest ta twoja schlana przyjaciółka?-zapytałam zachrypniętym głosem-wygląda na lekką-zakpił trochę z mojej współlokatorki jednocześnie podchodząc i podnosząc mnie na proste nogi.

-Dziękuje-zachichotałam chwiejąc się-jesteś taki umięśniony i taki męski-bełkotałam chichotając cały czas.

-Pomóc ci zamieść ją do domu?-facet zwrócił się do Sarah

-Nie chce robić ci niepotrzebnych problemów-uśmiechnęła się lekko podtrzymując mnie.

-Coś ty. Nie mam nic do roboty a wole żebyście dotarły do domu w jednym kawałku-zaśmiał się ponuro.-Tak w ogóle to jestem Shannon-wyciągnął rękę w kierunku pomarańczowowłosej dziewczyny.

-Em....Sarah..-mruknęła cicho ściskając jego dłoń-to jest Elizabeth-zaśmiałam się odchylając do tyłu.

Mężczyzna wziął mnie na ręce trzymając jak pannę młodą. Jak głupia chichotałam wciąż z niewiadomych powodów. Chwile później wsiedliśmy do złapanej przez Sarah taksówki. Moja przyjaciółka rzuciła kierowcy adres a na twarzy Shannona pojawiło się zdziwienie.

-Mieszkacie na Manhattanie?-zwrócił się do mnie leżącej na jego kolanach.

-Mhm-wymamrotałam znowu chichotając-może nas odwiedź...-przerwał mi dźwięk mojego telefonu.

Na ekranie widniał napis "Matka". Przesunęłam czerwoną słuchawkę. Miałam na tyle resztek zdrowego rozsądku że nie miałam najmniejszego zamiaru gadać z nią w takim stanie. Wiedziałam że na jednym telefonie sie nie skończy więc go wyłączyłam i włożyłam z powrotem do torebki którą o dziwo jeszcze miałam przy sobie. Kolana tego facia wydawały mi się wygodniejsze z każdym momentem. Zaczęłam lekko przymykać oczy. Nie wiem nawet kiedyś usnęłam.

poniedziałek, 10 marca 2014

Chapter 3

Wpatrywałam się w każdy, nawet najmniejszy cal światła bijącego zza szyby. Korki były jednak nieziemskie co dało mi więcej czasu na delektowanie się widokiem. Niektóre dzielnice nie byly oświetlone co wyglądało trochę przerażająco. Widniała tam tylko ciemność. Mam nadzieje ze nie będę musiała często przechodzić przez takie oto uliczki.

-Pamiętaj żeby nie wchodzić w takie miejsca-mruknęła cicho Sarah wskazując na uliczkę przez moje okno- czai się tam wiele dość nie ciekawych i..-przerwała by przełknąć ślinę- zboczonych gości..

-Zapamiętam-szepnęłam nie mogąc wydusić z siebie nic więcej.

Na samą myśl o robieniu czego kolwiek z takimi facetami aż skracało mnie w żołądku. Nim się obejrzałam byłyśmy już na Manhattanie. Opuściłyśmy pojazd oraz zabrałyśmy moje walizki kierując się do jednego z ładniejszych wieżowców w okolicy. Hol wyglądał dość przytulnie. Nie ociekał zlotem  i innymi drogocennościami tak jak sobie wyobrażałam. Tego mi było trzeba. Zwykły budynek, zwykle mieszkanie i zwykle życie. W windzie czekał sympatyczny i nie najbrzydszy hotelarz. Widząc mnie z Sarah'ą domyślił się na które piętro ma jechać. Miałam lek wysokości wiec resztkami nadziei prosiłam Boga aby mi przeszło. No nie okłamujmy się. 12 piętro w 15 piętrowym wieżowcu to nie tak nisko. Krok za krokiem, tupot za tupotem byłam bliżej mojego nowego, dzielonego z przyjaciółką mieszkania. Zatrzymałyśmy się przy białych, drewnianych drzwiach z numerem 9. Sarah wyciągnęła z torebki pęk kluczy z różnymi zawieszkami i obracając je otworzyła drzwi. 

-Oh..-cicho wyrwało się z moich ust na widok dość ładnie urządzonego mieszkania-ślicznie tu

-Robił to wszystko mój dobry znajomy-delikatnie uniosła kąciki ust do góry na wspomnienie o nim.

-Ma talent-odwzajemniłam gest nie przerywając rozglądania się po pomieszczeniu, którym był salon. 

Znajdował się tam duży, 42 calowy telewizor marki Samsung. Była też tam bordowa kanapa idealnie pasująca do koloru ścian i wpasowująca się w kolor mebli. Z każdym zauważonym przedmiotem przekonywałam się do jego talentu coraz bardziej. 

-Chodź, pokaże ci twój pokój -zwróciła się ponownie dziewczyna-odpoczniesz trochę i poleniuchujemy razem-wyszczerzyła się wyglądając dość przekonywując. Kiwnęłam tylko głową i potupotałam za nią do pokoju na końcu korytarza. Nie odbiegał on wyglądem od reszty mieszkania. Był w kolorach od białego aż po czarny. Przez chwilę poczułam się jak we własnym pokoju tam. W Los Angeles. Moją szczególną uwagę przykuło wielkie łóżko. Było na nim chyba z 10 ozdobnych poduszek i  pościel wpasowującą się we wszystko. Zostawiłam walizki tam gdzie stały i rzuciłam się na łóżko rokoszując się jego miękkością. po dobrych 20 minutach leżenia postanowiłam przebrać się w coś wygodniejszego.  Były to moje ukochane, szare dresy w czarne literki oraz bardzo luźny t-shirt z logo Guns'N Roses. Spięłam włosy w kucyka i wyszłam z pokoju kierując się korytarzem ponownie do salonu. Sarah siedział tam oglądając telewizyjne talk show Allan'a Carr'a. Lubiłam go. Zawsze wszystko obracał w żart więc przy każdym odcinku było dużo śmiechu. Dosiadłam się do niej w milczeniu. Co jakiś czas chichotała pod nosem z jego tekstów. Nie da się ukryć że ja robiłam to samo. Może nie był najprzystojniejszy i najchudszy ale miał genialny charakter i poczucie humoru. Odcinek niestety szybko się skończył i nastała niezręczna cisza lecz Sarah szybko ją przerwała.

-Masz jakieś plany na dzisiejszy wieczór?-uśmiechnęła się delikatnie zwracając głowę w moją stronę i przekładając pojedynczy kosmyk włosów za ucho.

-Nie..-mruknęłam cicho poprawiając się nieco na sofie gdyż poczułam lekkie mrowienie w łydkach-..a ty?

-Pomyślałam że skoro to twój pierwszy wieczór w Nowym Yorku to trzeba go jakoś uczcić, jak myślisz?-spojrzała na mnie błękitnymi tęczówkami czekając na odpowiedź.

-Em...-mruknęłam cicho jednocześnie zastanawiając się co więcej mogę powiedzieć-..okej-uniosłam kąciki ust do góry na myśl o wyjściu na miasto.

-To idź się szykować-zachichotała podnosząc się i w podskokach kierując się do sypialni.

Może i nie przepadałam za przepełnionymi ludźmi klubami ale lubiłam chodzić po oświetlonym mieście i podziwiać jak technologia idzie do przodu. Biorąc do siebie słowa przyjaciółki również poszłam przygotować się do wyjścia. Nie było mi aż tak śpieszno więc wolno wróciłam do pokoju chwytając po drodze większą walizkę i kładąc ją na łóżku. Jednym zwinnym ruchem odpięłam zamek i zaczęłam szukać czegoś ciekawego. Może nie miałam jakiś zajebistych ciuchów ale mi się podobały i to powinno wystarczyć. Wyrzucałam z niej wszystko co raczej nie nadawało się na tę okazję.

Minuty wydawały się jak godziny a ja dalej nie miałam nic. Ostatecznym rozwiązaniem mogła być czarna sukienka sięgająca do połowy uda. Nie przepadałam za nią. Może dlatego że raczej chodziłam w spodniach i podkoszulkach. Moja matka od niech nie odstępowała ani na chwile. Czasami nawet śmiałam się pod nosem że pewnie śpi w sukience. Gdy trzymałam już czarny materiał sukienki w ręce chwyciłam za drugą walizkę w której nie było nic innego tylko buty. Miałam ich dość dużo więc znów zaczęłam wyrzucać wszystko robiąc jeszcze większy bałagan. Wypadały z niej różne marki. Od Vans'ów i Conversów aż po lity i zwykłe czarne szpilki. Ze szperania po zakątkach mojej torby wyrwało mnie pukanie do drzwi.

-Gotowa?-zapytała Sarah uchylając drzwi.

Była ubrana właśnie tak jak ja chciał wyglądać. Czarne szpilki i krótka sukienka w tym samym kolorze. Spostrzegła to jednak i na chwilę zniknęła z mojego obszaru widoczności by wrócić z białą sukienką i grubym łańcuchem w ręce.

-Ubierz to-mruknęła cicho wręczając mi te przedmioty- zrobić ci makijaż?-zapytała idąc do mojego łóżka i siadając na jego krawędzi.

-Jeśli tylko możesz-uniosłam lekko kąciki ust do góry.

Przebrałam się w wieczorną kreację i wzięłam do niej jeszcze złote szpilki. Gdy ubranie było gotowe usiadłam koło Sarah by zrobiła mi make up. Usta przejechała dość mocną, czerwoną szminką a rzęsy kilkukrotnie obdarzyła warstwą tuszu. Włosy zostawiłam rozpuszczone lecz popsikałam je lekko lakierem by nie straciły objętości. 

-Czas na imprezę ! -zaśmiała się moja przyjaciółka po czy pokierowałyśmy się do wyjścia.