Tonęłam w głębi mojej walizki szukając czegoś odpowiedniego. Tak, jeszcze nie zdążyłam się wypakować. Przekładałam ubrania z walizki na łóżko i z powrotem. Przy tak wielu wydarzeniach trudno jest mieć czas na jakiekolwiek porządki w walizce. Jest. Znalazłam ją. Czarna sukienka, którą kiedyś miałam ubrać na imprezę. Z mniejszej walizki wyciągnęłam zwykłe, czarne szpilki i postawiłam je na ziemi. Nie miałam jakieś wielkiej ochoty teraz się rozpakowywać. Z okazji tego że Tom przyjechał zabaluje ostatni raz i wezmę się za poważne sprawy jakimi jest znalezienie pracy. Stanęłam przed lustrem znajdującym się w moim pokoju i bawiłam się włosami próbując znaleźć jakąś dobrą fryzurę na ten wieczór. W końcu mój przyjaciel nie będzie odwiedzał mnie codziennie. Muszę to jakoś wykorzystać. Wyszło jakoś tak ze włosy związałam w koka. Wsunęłam na siebie sukienkę i buty. Została jeszcze tylko kwestia dopasowania makijażu. Na początku zastanawiałam się nad eyelinerem ale Tom wcześniej nie widział mnie w takim makijażu wiec nie będę tego zmieniać. Użyłam jedynie tuszu do rzęs. Przejechałam nim kilka razy po rzęsach dzięki czemu stały się dłuższe i idealnie pogrubione. Wolnym krokiem pomaszerowałam do drzwi i lekko je uchyliłam. Miałam nadzieje ze Tom nie będzie czekał pod drzwiami i tak też było. Najprawdopodobniej wrócił na kanapę. Szlam wzdłuż korytarza i zatrzymałam się przy drzwiach od salonu i opierając o ich framugę. Jego głowa zwróciła się w moją stronę.
-Ślicznie wyglądasz-uśmiechnął się a w jego oku dało się dostrzec niewielką iskierkę.
-Przesadzasz- zachichotałam nieśmiało i dosiadłam się do niego na skórzanej kanapie-widziałeś mój telefon?-spytałam po chwili ciszy.
-Jeśli to ten na szafce w przedpokoju to tak. -wskazał na małą szafkę stojąca niedaleko drzwi wejściowych.
Przyjrzałam się dokładniej i zmarszczyłam czoło. Wstałam i podeszłam do mebla z którego podniosłam czarnego iPhona 5s. Moje zdziwienie wzrastało z każdym obróceniem telefonu w dłoni.
-To nie mój- powiedziałam cicho jakbym mówiła to sama do siebie.
Kliknęłam okrągły przycisk na dole i ujrzałam tapetę na której był tylko jakiś biały motocykl. Przesunęłam mały napis 'Odblokuj' w prawo i okazało sie ze nie jest on zabezpieczony kodem czy czymś z tych rzeczy. Odruchowo kliknęłam w kontakty. Pomiędzy wieloma imionami żeńskimi znalazłam jedno które trochę mnie zdziwiło. Nazwa kontaktu brzmiała "Rayon(Raymond)". Zmarszczyłam brwi i pokierowałam się w stronę drzwi do mojego pokoju.
-Zaraz wrócę-krzyknęłam i zamknęłam za sobą drzwi.
Usiadłam na krawędzi łóżka i zaczęłam sie zastanawiać. Mój iPhone jest biały, a Sarah ma Sony Xperie Z1 wiec jest dość duże prawdopodobieństwo ze telefon ten należy do Shannona. Postanowiłam zadzwonić to tego Raymonda. Gdy usłyszałam ze jest sygnał aż skręciło mnie z nerwów w żołądku. Może pomyślicie ze to głupie ale wstydziłam się gadać z obcymi ludźmi przez telefon, a co gorsza w realu. Zamiast trzeciego sygnału usłyszał chyba męski głos.
-czego Shanni?- spytał a ja cicho zachichotałam
-przepraszam, to nie Shanni. Zostawił u mnie telefon i chciałam go zwrócić.- zaśmiałam się cicho na wspomnienie o jego określeniu na Shannona.
-Ouuu, wiec kim jesteś?-jego głos brzmiał teraz bardziej kobieco.
-Jestem Elizabeth, ale mówią mi Liz. Shannon spał u mnie ostatniego wieczoru.-napięcie w moim brzuchu powoli znikało.
-Ten człowiek mnie rozwala, ma własny dom a nocuje po ludziach! Z kim ja żyje!-zachichotałam, miałam wrażenie jakbym gadała z jakąś starą, dobrą przyjaciółką.
-Rozumiem, moglibyśmy się jakoś dzisiaj spotkać żebym przekazała ci jego telefon?-przesunęłam się na środek łóżka i usiadłam po turecku.
-Hmmm...Dzisiaj wieczorem wybieram się do klubu "Club Exit". Jeśli byś miała czas i ochotę poimprezować to wpadnij tam i weź telefon ze sobą- zaśmiał się cicho.
-Niezbyt znam Nowy Jork ale moja współlokatorka pewnie wie gdzie to. Będę około 22, pasuje ci?- spytałam krążąc palcem kółka na kolanie.
-Jasne. Mam nadzieje w takim razie że się spotkamy a teraz wybacz ale muszę lecieć- powiedział i się rozłączył.
Zapomniałam nawet że przez cały ten czas miałam szpilki na nogach. Spojrzałam na zegarek. Jest po 20. Sarah powinna zaraz wrócić. Spojrzałam do raportów w telefonie i spostrzegłam że gadałam z nim aż godzinę. Nawet nie wiedziałam kiedy to upłynęło. Zeszłam z łóżka i rozejrzałam się po pokoju w poszukiwaniu MOJEGO telefonu który miałam nadzieje szybko znaleźć. Podniosłam kołdrę i usłyszałam głośny huk.
-O, tu jest- wymamrotałam pod nosem i podeszłam do białego prostokąta leżącego na ziemi, a następnie podniosłam go.
Obejrzałam go dookoła czy nie jest czasem gdzieś pęknięty ale chwała Bogu był cały. Przełożyłam go do ręki w której trzymałam telefon Shannona i dopiero wtedy spostrzegłam jaki jest wielki. Potupotałam z powrotem do salonu gdzie Tom nie siedział już sam. Siedział tam nie kto inny tylko Sarah.
-Idź się ubieraj! Za chwilę wychodzimy- zaśmiałam się do niej, podbiegłam i złożyłam całusa na jej policzku.
-Masz zamiar się gdzieś wybierać?-ściągnęła brwi wstając z kanapy i zmierzając w stronę swojego pokoju.
-Tak, do klubu "Club Exit"- uśmiechnęłam się- wiesz gdzie to?
-Taa, a skąd ty wiesz że jest w Nowym Jorku taki klub?- odwróciła się do mnie i uniosła jedną brew
-Jak siedziałam na Twitterze to pisali że jest fajny i takie tam-skłamałam
-Oh, w takim razie możemy się tam wybrać- uśmiechnęła się szeroko.
Nie chciałam jej okłamywać ale gdybym powiedziała jej wprost że chcę spotkać się tam ze znajomym Shannona i dać mu jego telefon który zostawił to zareagowałaby tak jak wcześniej czyli nie chciałaby nawet kontynuować tematu. Im mniej wie tym lepiej. Poczekałam aż przebrała się w podobną kreację do mojej lecz zamiast czarnych szpilek wzięła krwisto czerwone. Włosy zostawiła rozpuszczone i lekko je zakręciła. Wyglądała ślicznie. Obie z uśmiechem na twarzy opuściłyśmy pokój. Po drodze do drzwi frontowych zgarnęłyśmy Toma i wyszłyśmy z domu. Schodząc po klatce schodowej Sarah zadzwoniła po taxi. Gdy wyszliśmy z budynku nie musieliśmy długo na nią czekać. Wsiedliśmy do sławnej żółtej taksówki, a moja przyjaciółka rzuciła kierowcy adres ulicy na której znajdował się klub. Znów mogłam podziwiać mój ukochany widok jakim było miasto w nocy rozświetlone tylko neonami. Dzisiejsze korki nie należały do największych. W przeciągu 15 minut znaleźliśmy się pod budynkiem. Bałam się trochę tego spotkania. Nie wiedziałam czego mam się spodziewać. A jeśli będzie tam na mnie czekać Conchita Wurst? Obciągnęłam trochę sukienkę i poprawiłam moją fryzurę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz