Ze wspominania dawnych czasów wyrwało mnie mocne szarpnięcie mojego barku. Mogła być to tylko jedna osoba przebywająca aktualnie w domu-moja matka.
-Dziecko, powinnaś się już zbierać-powiedziała swoim jak zawsze piskliwym głosem który wręcz mnie irytował.
-Wiem-mruknęłam cicho wstając od stołu i wkładając brudne naczynia do zlewu gdyż taki bogaty dom nie posiadał zmywarki oraz powstrzymując się od rzucenia jej jakiegoś chamskiego komentarza.
Nie chce psuć sobie z nią relacji tuż przed wylotem. Mimo ze mam te osiemnaście lat, ona dalej uważa to jako dziesięć. Po zabraniu telefonu, torebki oraz wielu innych potrzebnych gadżetów byłam gotowa. Gotowa do zaczęcia nowego życia w nowym mieście.
-Do zobaczenia-pochyliłam się lekko by ją przytulic i musnąć jej policzek.
-Mam nadzieje ze szybko wrócisz-odparła otwierając mi drzwi i tupocząc za mną aż do pojazdu.
-A ja nie-mruknęłam ledwo słyszalnie jednocześnie będąc sfrustrowana jej aroganckim zachowaniem.-Pa-rzuciłam i ruszyłam czarnym Land Roverem spod wielkiego, dwupiętrowego domu.
Przez całą drogę spod domu aż do samego parkingu ma lotnisku byłam skupiona tylko i wyłącznie na drodze. Wpatrywałam się w jeden,wielki, podłużny kawałek asfaltu jakbym oczekiwała ze stanie się cud i już znajdę się w NY. Mimo moich ogromnych i szczerych chęci tak się nie stało. Dalej siedziałam w prześmierdniętym dymem papierosowym aucie trzymając mocno kierownice. Najdziwniejszym faktem było chyba to że mimo tak wczesnej jak na LA godziny było ono przepełnione turystami i gwiazdami "chcącymi" spotkać się z fanami. Korki też zostawiały wiele do życzenia. W tym dniu gdy muszę być w danym miejscu o danej porze ludziom zachciało się jeździć po mieście bez najmniejszego sensu. Mimo to wyrobiłam się, będąc nawet jakieś dwadzieścia minut przed czasem.
Zaparkowałam pojazd w najbezpieczniejszym według mnie dla niego miejscu i małą, czarną wajcha otworzyłam bagażnik. Wysiadłam z pojazdu i pokierowałam się na jego tyły. Stamtąd wyciągnęłam jedną ,dużą walizkę w odcieniach szarości i drugą mniejsza w kolorze czarnym. Wysunęłam z obu metalowe rączki i guzikiem na pilocie zamknęłam samochód. Zaczął on jednak wyć, a ja się wzdrygnęłam. Przez moją sklerozę zapomniałam zamknąć klapę od bagażnika. Nacisnęłam drugi przycisk odbezpieczający auto. Z głośnym trzaskiem zamknęłam klapę i po raz kolejny wcisnęłam przycisk zamykający.
Chwile później byłam już przy odprawie. A ze był to mój pierwszy w życiu przelot samolotem to wydawała mi się ona nadzwyczaj szybka. Musiałam tylko położyć bagaże na taśmie oraz pokazać paszport. Nie miałam w swoich walizkach nic podejrzanego wiec puścili mnie dalej. Stamtąd pokierowałam się do kolejnej taśmy lecz tam zostawiałam walizki aż do przylotu do NY. Z moją małą, podręczna torebka poszłam do stoiska sprawdzania biletów. Pokazałam tam skrawek papieru z małym drukiem a jakieś pięć minut później zajmowałam swoje miejsce w samolocie. Mając świadomość ze i tak nie będę z nikim rozmawiać ubrałam słuchawki od iPhona i zaczęłam słuchać Ed'a Sheeran'a-I see fire.
Poczułam lekkie szturchanie w lewe ramie. Nasilające się z każda chwilą. Zajęłam jedna słuchawkę.
-Już jesteśmy w Nowym Jorku, proszę pani-poinformowała mnie nawet mila stewardessa.
Podniosłam się z siedzenia jakby miało jakieś 50 stopni i szybkim krokiem wyszłam z samolotu. Rozejrzałam się i zobaczyłam dwie walizki łudząco podobne do moich lecz stała przy nich dziewczyna w pomarańczowym kolorze włosów. Nie dało się nazwać tego rudym. Była śliczna. Gdy zauważyła mnie zaczęła machać w moim kierunku. To musi być ona.
-Elizabeth?-pisnęła ewidentnie podekscytowana moim widokiem.
-Sarah? Nie wspominałaś ze zrobiłaś się na...pomarańczowy-było dość trudno ją poznać skoro wcześniej była jasną blondynką-ślicznie ci w tym kolorze-uśmiechnęłam się serdecznie.
-Dziękuję-dało się zauważyć lekki rumieniec na jej policzkach-ty też ślicznie wyglądasz-uniosła kąciki ust do góry wyglądając słodziaśnie jak bobas po narodzinach.
Chwyciłam za walizki lecz przyjaciółka wyrwała mi większą z ręki chcąc odciążyć mnie po ciężkim locie. Wyszłyśmy z budynku lotniska i stanęłyśmy przy krawężniku. Machnęłam ręką chcąc złapać jakąś taksówkę tak jak wygląda to w LA. Dołączyła do mnie Sarah i gwizdnęła przy pomocy kciuka i wstazujacego. Jeden z żółtych pojazdów zatrzymał się tuż koło nas od razu otwierając bagażnik. Kierowca wysiadł i pomógł nam schować bagaże. Usiadłyśmy na tylnim siedzeniu, a gdy kierowca dołączył pomarańczowo-włosa dziewczyna rzuciła mu adres. Auto ruszyło paląc gumy ale to chyba standard w Nowym Jorku. U nas wszyscy jeżdżą raczej spokojnie uważając na ludzi chodzących praktycznie po ulicy. Ale to nie Los Angeles tylko Nowy York. Szczerze mówiąc jestem tu pierwszy raz nawet pomimo tego ze mój brat tu mieszkał. Zbliżał się wieczór wiec wszystkie budynki zaczęły rozbłyskiwać neonami, wielkie ruchome bilbordy lecz nie dało się tego porównać z nocnym życiem Miasta Aniołów.
***
CZYTASZ?-Zostaw po sobie ślad ;3
Witam ;> chciałam poinformować was że na blogu jest zakładka "Informed" czyli Informowani. Jeśli wam się podoba i chcecie śledzić dodawanie rozdziałów możecie napisać w tamtej zakładce bądź na moim TT : @Maars00
Czytam i czekam na kolejne rozdziały c; mam tylko małą uwagę - za dużo niepotrzebnych szczegółów Np. Kolor miski, rodzaj płatków... Przez to rozdzialy wydają się być krótsze, bo cała uwaga skupia się na tych szczegółach :) pozdrawiam i życzę weny
OdpowiedzUsuńsuper *-* ~nn
OdpowiedzUsuń