piątek, 14 marca 2014

Chapter 4

Przed budynkiem czekała na nas taksówką, którą pewnie zamówiła Sarah gdy się krzątałam po pokoju w poszukiwaniu czegoś odpowiedniego. Wsiadłyśmy do pojazdu. Znów mogłam oglądać miasto w milionach neonów. Ulice były przepełnione ludźmi. Nie wiem nawet jak mogli postawić chociaż jeden krok. Każdy szedł za każdym jakby byli poprzyczepiani do siebie, ale może są przyzwyczajeni. W LA nie ma aż takich tłumów albo takowych nie widziałam. Tam o tej godzinie już wszyscy byli w klubach i bawili się w najlepsze. My do tego zmierzałyśmy. Korki jednak były rzeczą, która uwielbiała przeszkadzać w dotarciu gdziekolwiek. Od zawsze ciekawiło mnie życie w NY. Brat często opowiadał mi że jest tu bardzo ciekawie. Dużo koncertów, imprez plenerowych i innych bardzo ciekawych wydarzeń. Nigdy nie miałam okazji go odwiedzić. Musiałam siedzieć w domu i uczyć się w każdym wolnym momencie dnia. Nie mogłam wyjść nigdzie ze znajomymi, na żadną imprezę czy chociaż do przyjaciółki na noc. Miałam 18-letni areszt domowy. I gdy nadążyła mi sie najbliższą okazja żeby się stamtąd wyrwać postanowiłam to wykorzystać. Może pomyślicie ze jestem głupia że chciałam opuścić LA go mogłam się przenieść tylko kilka domów dalej lecz ja chciałam zacząć nowe życie w miejscu do tego przystosowanym.

Chwile później znalazłyśmy się pod klubem "skaczącym" od głośnej w nim muzyki. Kilka pijanych lasek stało przed klubem śmiejąc się z własnej głupoty. Pokręciłam głową i wysiadłam z żółtego pojazdu. Poczułam jak zimne powietrze delikatnie głaska moją gorącą skórę. Zamknęłam oczy i czekałam aż przyjaciółka dołączy do mnie. Usłyszałam tupot jej szpilek i otworzyłam oczy zwracając się w jej stronę. Uśmiech na jej twarzy oznajmił mi że jest gotowa do zaczęcia ostrej imprezy. Złapała mnie pod pachę i ruszyła w stronę wejścia. Klub był przepełniony po brzegi. Od razu poszłyśmy do baru. Na sam początek zamówiłyśmy dwa drinki z Martini. Kolejna była czysta wódka. Nie planowałam się jakoś szybko upić ale chciałam się wyszaleć. Później była kolejna, i kolejna, i następna. Sarah pociągnęła mnie na parkiet i zaczęłyśmy tańczyć. Nie był to taki zwykły taniec bo byłyśmy tak podpite ze ocierałyśmy się o siebie. Śmiałyśmy się nie zwracając uwagi na resztę ludzi przebywających w klubie. Po jakiś 10 minutach znów ruszyłyśmy w stronę baru. Polały się kolejne kieliszki wódki. Wokół kręciło się sporo facetów którzy nie zwracali jakoś szczególnie mojej uwagi. Byli schlani i tylko szukali łatwej laski do wyruchania. Tez nie byłam trzeźwa ale zostało mi jeszcze trochę zdrowego rozsądku. Znów wróciłam na parkiet. Nigdy nie bawiłam się tak dobrze po alkoholu. W sumie oprócz imprezy urodzinowej nigdy wcześniej nie piłam. Czułam się jak ryba w wodzie ruszając się w rytm muzyki. Mimo wysokich obcasów poruszałam się zwinnie i szybko. Praktycznie można powiedzieć ze nie miałam ich na sobie. Skakałamtańczyłam i po prostu wariowałam. Znów pociągnęłam przyjaciółkę w stronę baru. Usiadłam na jednym z barowych krzeseł i poprosiłam o  dwa drinki "Wściekły Pies". Chwile później przystojny barman podał nam wysokie kieliszki pełne lodu i alkoholu w brązowym kolorze. Sarah zajęła miejsce koło mnie i zaczęłyśmy sączyć  napój. Następne kolejki to były Kamikadze. Praktycznie sama wódka. Mocna. Około 2 w nocy zaczęłyśmy się zbierać. Robili się nieciekawie. Prze narożnych stolikach wciągali jakiś biały proszek. Byłam jednak tak pijana ze nie zwracałam na to uwagi. Pokierowałyśmy się do wyjścia a tam uderzyło mnie mroźne powietrze. Razem z Sarah pomaszerowałyśmy do pobliskiego parku. Położyłam się na trawniku tuż koło brązowej, drewnianej ławki.

-Beth-mruknęła moja współlokatorka siadając na ławce.Chyba wypiła mniej niż ja-Musimy wrócić do domu-zaśmiała się wstając i idąc w moim kierunku.

-Wiem-wybełkotałam i zaczęłam machać rękami nad sobą.

-To musisz wstać-zaśmiała się z mojego zachowania-no już-kucnęła koło mnie.

-Nie mogę-zaśmiałam się nie przerywając czynności i podkulając nogi.

-Chodź, pomogę ci-wyciągnęła ręce w moim kierunku.

Chwyciłam jej dłonie. Ona zaparła się i uniosła mnie do pozycji siedzącej. Była na tyle nietrzeźwa ze straciła wszelkie siły.

-Poczekaj, znajdę kogoś do pomocy-mruknęła i poszła w stronę ostatnio odwiedzonego przez nas miejsca.

Zostawiła mnie samą w stanie nietrzeźwym w środku parku. O 2 w nocy leżącą na trawniku. Nie było to zbyt rozsądne rozwiązanie. Leżałam tak machając dłońmi przed twarzą. Nie wiedziałam że alkohol może tak zadziałać na ludzki organizm. Zaczęłam gadać do siebie jakieś bełkoty. Nie pamiętam nawet na jaki temat. Chichotałam cały czas do momentu gdy nie usłyszałam tupotu obcasów. Zwróciłam się w kierunku źródła dźwięku. Tak jak myślałam była to Sarah. Ale nie sama. Stał koło niej jakiś brunet z kilkudniowy zarostem. Zaśmiałam się głośno i znów położyłam na trawniku.

-To jest ta twoja schlana przyjaciółka?-zapytałam zachrypniętym głosem-wygląda na lekką-zakpił trochę z mojej współlokatorki jednocześnie podchodząc i podnosząc mnie na proste nogi.

-Dziękuje-zachichotałam chwiejąc się-jesteś taki umięśniony i taki męski-bełkotałam chichotając cały czas.

-Pomóc ci zamieść ją do domu?-facet zwrócił się do Sarah

-Nie chce robić ci niepotrzebnych problemów-uśmiechnęła się lekko podtrzymując mnie.

-Coś ty. Nie mam nic do roboty a wole żebyście dotarły do domu w jednym kawałku-zaśmiał się ponuro.-Tak w ogóle to jestem Shannon-wyciągnął rękę w kierunku pomarańczowowłosej dziewczyny.

-Em....Sarah..-mruknęła cicho ściskając jego dłoń-to jest Elizabeth-zaśmiałam się odchylając do tyłu.

Mężczyzna wziął mnie na ręce trzymając jak pannę młodą. Jak głupia chichotałam wciąż z niewiadomych powodów. Chwile później wsiedliśmy do złapanej przez Sarah taksówki. Moja przyjaciółka rzuciła kierowcy adres a na twarzy Shannona pojawiło się zdziwienie.

-Mieszkacie na Manhattanie?-zwrócił się do mnie leżącej na jego kolanach.

-Mhm-wymamrotałam znowu chichotając-może nas odwiedź...-przerwał mi dźwięk mojego telefonu.

Na ekranie widniał napis "Matka". Przesunęłam czerwoną słuchawkę. Miałam na tyle resztek zdrowego rozsądku że nie miałam najmniejszego zamiaru gadać z nią w takim stanie. Wiedziałam że na jednym telefonie sie nie skończy więc go wyłączyłam i włożyłam z powrotem do torebki którą o dziwo jeszcze miałam przy sobie. Kolana tego facia wydawały mi się wygodniejsze z każdym momentem. Zaczęłam lekko przymykać oczy. Nie wiem nawet kiedyś usnęłam.

1 komentarz: