Kiedy wysiadamy z taksówki Sarah łapie mojego przyjaciela pod rękę a on pochyla się miniamalnie i szepcze jej do ucha sprosne rzeczy wywołując dziewczęcy chichot. Kręce głową i wchodzę za nimi do ciemnego korytarza, chwytając za łokieć przyjaciółki i potrząsając nim lekko. Odwraca się w moim kierunku i uśmiecha się unosząc brwi w górę. Zsuwam z ramion materiał czarnego płaszcza i podaje go jej.
- Zabierzcie mój płaszcz, proszę. Spotkamy się przy barze. - kiwa głową a ja mamrocze ciche dziękuję przyciągając torebkę bliżej mojego ciała.
Kiedy schodze na dół, trzymając się poręczy blaszanych schodów uderzają we mnie kolorowe światła a głośną muzykę wypływającą z kompaktów czuję nawet w nogach. Mijam parkiet pełen tańczących ludzi i dostrzegam bar. Po prawej jego długości stoi grupka ludzi zamawiająca alkohol a po lewej znajdują się krzesła dla tych którzy przyszli tu po prostu porozmawiać lub czekają na kogoś. Mijam kobietę siedzącą tyłem do parkietu która popija drinka ale nie zamierzam jej pytac czy był tu mężczyzna. Wzdycham i wyciągam telefon Shannona.
- Elizabeth, prawda? - czuję jak mięknną mi kolana kiedy odwracam głowę. Kobieta miała czarne proste włosy przypominające fryzure Cher, kości policzkowe podkreśliła różem a rzęsy zostały mocno wytuszowane. Uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie ale nie byłam w stanie odwzajemnić gestu.
- Jesteś przyjaciółką Raymonda? Ja byłam z nim tu umuwiona, właśnie miałam - zachichotala chrapliwie, pozostawiając mnie z otwartymi ustami uciszoną.
- Wolę kiedy mówią do mnie Rayon - Powiedziała a raczej powiedział, głębokim męskim głosem. Podejrzewam że musiałam wyglądać jak idiotka, zresztą tak właśnie się czułam. Głośno wypuszczam powietrze z ust i kilkakrotnie przeczesuje moje włosy palcami. - Jesteś zaskoczona prawda? Ale odezwij się kochanie bo zaczynam się bać. - pociera moje ramię a jego dłoń jest bardzo ciepła.
- Przepraszam, jesteś bardzo wiarygodnym transwestytą. - przyznaję a on dotyka swojego serca i pokazuje mi że jest urażony. Ponownie panikuje i kiedy mam już prawie nagły napad on śmieje się drwiąco.
- Wyluzuj mała - określa mnie pieszczotliwie. - Napijesz się czegoś? - pyta uprzejemie. Kręce głową.
- Nie, niestety. Jestem tu z przyjaciółmi. A może po prostu poznam cię z nimi? - uśmiecham się szczerze, w duchu gratulując sobie za ten pomysł. Tom zawsze miał w sobie coś z transwestyty. Jestem pewna że polubi Raymonda.
- Będę zaszczycony - przyznaje.
- A tymczasem, za dobrej pamięci - spoglądam na telefon który ściskam twardo w dłoni i powoli wysuwam go w kierunku znajomego. Opuszki palców Rayona dotykają krawędzi smartfona kiedy w tym samym momencie obca ręką pojawia się między naszymi dłońmi i zabiera urządzenie. Przeraźliwie podnoszę głowę by spojrzeć na wysokiego osobnika a wtedy uczucie żalu i upokorzenia zalewa moje wnętrze.
- Powinienem zgłosić kradzież na policje - wykrzykuje i obraca telefon w palcach sprawdzając czy nie jest uszkodzony. Nie mogę powstrzymać drwiny która opuszcza moje usta.
- Elizabeth zadzwoniła do mnie dzisiaj rano z twojego telefonu i chciała go tylko oddać - Reymond podjął się tłumaczenia tej całej sytuacji.
- Zamknij się - warknął uderzając w chudą klatkę piersiową chłopaka powodując że zachwiał się cofając kilka kroków w tył. Otworzyłam usta ze zdumienia z jaką agresją potrafił odnosić się do ludzi. Uderzyłam go w ramię kręcąc głową.
- Jesteś popaprany - wysyczałam potrząsając głową i podchodząc do czarnowłosego. - Nic ci nie jest? - zapytałam cicho pochylając się nad nim. Otworzył usta by coś powiedzieć ale brunet nie pozwolił mu na to, szarpiąc za moją rękę i przyciągając mnie do siebie.
- Jeszcze z tobą nie skończyłem - oznajmił władczo. Zaczęłam potrząsać ręką mając nadzieję że będę mogła się wyrwać. Ale wtedy wzmocnił uścisk na mojej talii zmuszając do dwuznacznej sytuacji, stykających się naszych klatek piersiowych.
- Puść mnie - sapnełam zadzierając wzrok.
- Zostaw ją Shannon - ostrzegł stając w mojej obronie. Jestem pewna że po całej tej sytuacji na pewno podziękuję Raymondowi za to że po mimo jest tak słaby staję w mojej obronie mierząc się z nierównym sobie.
- A co braciszku? Puknąłem tak ładna dziewczynę że nawet tranwestyta ma na nią ochotę? - wyszczerzył zęby w opryskliwym uśmieszku. - Zabieraj się stąd i zajmij się lepiej szukaniem drugiego takiego gejowskiego popaprańca który zrobi ci wreszcie z tych resztek które nazywasz penisem, damską pochwę. - jestem pewna że jego słowa właśnie zasztyletowały serce chłopaka. Mimo skrępowania spojrzałam na Raymonda którego głowa luźno zwisała w dół. Zacisnełam zęby, w odpowiednim momencie, bo Shannon oplótł dłoń w okół mojego karku i zmusił do patrzenia mu prosto w oczy. Ciemne spojrzenie nie wyrażało żadnych emocji które pamiętałam z pijackiego amoku wczorajszej nocy. - Patrz mi w oczy skoro jesteś taka odważna, odwracanie głowy podczas rozmowy to brak klasy kochanie.
- Nadużywanie siły na drugiej osobie nazywasz rozmową? - uniosłam brwi w górę, potrząsając głową - I proszę nie mów o klasie nie wiesz co znaczy to słowo. - powiedziałam z obrzydzeniem.
- A ty wiesz? - parsknął - No tak przecież pokazałaś ją ostatniej nocy - pewny siebie uśmieszek zagościł na jego ustach. Spuściłam wzrok czując się okropnie. On miał rację. Nie pokazałam niczego co dobrze by o mnie świadczyło i wciąż tego nie robię. - Och, błagam tylko nie płacz.
- Proszę, dostałeś czego chciałeś więc puść mnie. - przygryzłam wargę, przytłoczona nagłym zimnem które opanowało moje wnętrze.
Zaśmiał się melodyjnie odchylając głowę do tyłu. Przerażał mnie, bałam się tego co może nastąpić jeśli nikt nie zatrzyma tego potwora ale wtedy stało się coś czego bym nie przypuszczała. Jego kciuk delikatnie obrysowywał kontury moich ust, a gorący oddech laskotał skórę karku. Dopiero teraz zauważyłam jak długie rzęsy miał kiedy swobodnie leżały na jego bladych policzkach.
- Jesteś moja Elizabeth - wyszeptał i łapczywie chciał złapać moje usta przygwożdżając je swoimi ale zaczęłam się wyrywać po raz setny tego chorego wieczoru. Walczył ze mną, na siłę chcąc unieruchomić moją głowę ale nie pozwalałam mu na to. Jak się okazało nie tylko ja.
- Zostaw ją, kurwa - doskonale znałam ten głos. Tom sprężystym krokiem znalazł się obok nas i odepchnął od mnie ciemnowłosego.
- Znajdź sobie inną królewnę rycerzyku. - ostrzegł. Zaniemówiłam wpadając na twardą klatkę piersiową chłopaka kiedy opiekuńczo przytulił mnie do siebie.
- Przestań Shannon - powiedziałam mamrocząc.
- Twój kochaś? - zawarczał siarczyście gotowy rzucić się do bójki.
- Nie twoja gówniana sprawa - Grey odwarczał prowokując go do walki. Szarpię go za ramię i posyłam zdesperowane spojrzenie. Bez rezultatów.
- Przestańcie - syczę, wyrzucając dłonie w powietrze. - Prosze. Chodźmy. - oplatam dłoń w okół nadgarstka Toma i prowadzę go do wyjścia z klubu.
Kulę się i szlocham kiedy Tom pomaga mi wsiąść na tylne siedzę i taksówki gdzie czeka już na mnie Sarah. Wyciaga ręce i chcę mnie przytulić ale nie pozwalam jej na to i się odsuwam. Samochód rusza i wtedy go widzę stoi i uważnie obserwuję. Jest chorym pojebańcem.
Ojej podoba mi sie tylko troche krótki :( mam nadzieje ze nie kazesz długo czekać na następny
OdpowiedzUsuń