środa, 5 marca 2014

Chapter 1

Przesunęłam policzkiem po miękkim, przyjemnym w dotyku materiale poduszki próbując kolejny raz przenieść się w objęcia Morfeusza. Z moich lekko uchylonych, bladoróżowych ust wydał się ledwo słyszalny jęk sygnalizujący ze mam zamiar jeszcze jakiś czas poleniuchować w moim własnym łóżku. Jeden koniec kołdry zsunął się z mojego ramienia powodując że lekki dreszcz przebiegł po całym moim ciele a na rękach pojawiła się gęsia skórka. Złapałam za kraj pościeli i przeciągnęłam nad głowę jednak chwilę później pierzyna znów zjechała po mojej skórze. Zaczęła się dość zażarta walka z kołdrą o przewagę nad łóżkiem. Pościel jednak wygrała a ja uniosłam się na łokciach i rozejrzałam się po pokoju. Był on taki jak go od zawsze pamiętałam. W miarę przestrzenny, w ciemnych kolorach i pooklejany plakatami różnych zespołów muzycznych. Od metalowych i rockowych aż po Jazz'owe i Popowe.

Poniekąd muzyka była moją pasją. Jednak znacznie więcej czasu spędzałam w internecie na ulubionych portalach społecznościowych jakimi były Facebook oraz Twitter. Moje korzystanie z Facebook'a polegało raczej na pisaniu postów raz na tydzień i dość częstym zmienianiu zdjęć profilowych. Za to korzystanie z Twittera wyglądało inaczej. Wchodząc na niego zawsze wiedziałam ze ludzie tam będą dla mnie mili niezależnie od nastroju. Okażą choć trochę współczucia i troski a ludzie na Facebooku liczą tylko na kilka nędznych lajków pod zdjęciem mając złudzenia ze są czymś pokroju "fejma". Tak jednak nie jest. Ludzie siedzą tam grają w jakieś chore gry i zabierają sobie czas którego nie odzyskają. Wysyłają setki, nie mówiąc ze tysiące zaproszeń zawracając dupę niezainteresowanym. Dlatego nie przepadam za nim. Na Twitterze nie ma tych ryjacych psychikę gierek. Są tylko ludzie. Normalni i wrażliwi . Coś jak rodzina tylko w Internecie. Z jedną dziewczyną zżyłam się szczególnie. Nazywa się Sarah. Pochodzi z Nowego Jorku a ja..umm.. Los Angeles. Może niektórzy z was pomyślą ze jestem głupia lub coś brałam ale chce sie stąd wyprowadzić. Duża ilość aktorów, modelek i zespołów przepełnia to miasto. Aż za bardzo. Moi rodzice nie są nikim tego pokroju. Są raczej prawnikiem i dekoratorka wnętrz wiec nie wiem co w ogóle robimy w tak sławnym miejscu jakim jest LA. Przenieśliśmy sie tu gdy miałam zaledwie trzy latka zatem nie pamiętam wiele z mojego poprzedniego miejsca zamieszkania. Matka wspominała ze była to Atlanta. Zrobiła to podobno przez ostrą kłótnie z moim ojcem choć teraz ich relacje są bardzo dobre. Czy to przez jej charakter? Wygląda na to ze praktycznie są razem. Może zrobili to ze względu na mnie? Nie jestem małym dzieckiem. Mam juz te osiemnaście lat i rozumiem tego typu sytuacje zwane problemami małżeńskimi. Ugh. Dobrze ze zostaje tu tylko do piętnastej. Z moich zamysłów wyrwało mnie pukanie do drzwi.

-Hej kochanie-mruknął wysoki mężczyzna wchodząc do mojego pokoju w szarym garniturze i wypastowanych butach.

-witaj, tato-zachichotałam cicho z przyczyn jego dość niecodziennej lecz udawanej powagi.

-przyszedłem sie pożegnać-spuścił głowę ewidentnie zasmucony tym ze wyprowadzam sie dość daleko

-nie boj sie-uśmiechnęłam sie najlepiej jak potrafiłam- wrócę lub to ty-wskazałam na niego palcem- przylecisz do Nowego Jorku.

-wiem, ale moja malutka księżnicz....-przerwało mu ponowne pukanie do drzwi, a ze on stal juz w pokoju wywnioskowałam ze musi być to moja matka.

-pomóc ci z rzeczami ?-zwróciła się do mnie jak zawsze poważna niezależnie od sytuacji. 

Była ona jak każdego dnia zresztą wymalowana dość dokładnie i po wizycie u ulubionego fryzjera. Miała na sobie czarne szpilki i sukienkę do kolan w tym samym kolorze oraz biżuterie w odcieniach szarości. Pokręciłam przecząco głową na znak ze nie będzie mi ona potrzebna. Skinęła głową i opuściła pomieszczenie.

-a więc-kontynuował mój ojciec- nie mogę uwierzyć w to ze moja mała księżniczka jest już...dorosła-to słowo wyszło z wielkim,wręcz ogromnym trudem z jego ust.

-jeśli będzie coś nie tak, na pewno zadzwonię-uniosłam kąciki ust lekko do góry chcąc osłodzić te ciężką atmosferę

Chwile później mój tata odjeżdżał białym Lamborghini spod domu, a ja pakowałam walizki, torby i inne bagaże do bagażnika czarnego Land Rovera mojej matki. Gdy zakończyłam najważniejsze czynności wróciłam do domu od razu kierując się do kuchni. Otworzyłam lodówkę a mocny odór ryby uderzył w moje nozdrza. Pokręciłam głową by pozbyć się zapachu jednocześnie zamykając drzwi. Poczułam zniesmaczenie i straciłam na ten moment apetyt. Wróciłam do swojego małego królestwa by przebrać się w coś ładnego i nie zbyt skąpego. Wyciągnęłam z szafy czarne rurki, biały podkoszulek oraz marynarkę w kolorze spodni. Wyglądało to seksownie i elegancko zarazem. Kilka kroków dalej byłam w łazience przeczesując moje kasztanowe włosy i spinając je w idealnego koka. Nałożyłam również nieco tuszu i byłam gotowa do podróży samolotem. Postanowiłam zrobić drugie podejście do lodówki tym razem chwytając za nos i zatykając go. W szybkim tempie rozejrzałam się po półkach. Sięgnęłam po mleko i przestawiłam je na blat. Płatki były jedynym posiłkiem jaki przychodził mi teraz na myśl. Z górnej szafki wyciągnęłam porcelanową, średniego rozmiaru miskę w kwiatowe wzory. Nasypałam do niej płatków firmy "Cornflakes" i nalałam mleka. Po dłuższym wymachiwaniu ręką w górę i w dół ,miska była pusta a ja syta i to bardziej niż nigdy przedtem. Możliwe ze to przez stres lotem. Tyle się ostatnio słyszy o katastrofach lotniczych oraz porwaniach przez terrorystów. Po tym gdy 11 września 2001 w takim przejęciu samolotu straciłam brata boje się latać. Był on rocznikowo cztery lata starszy ode mnie i leciał do swojej narzeczonej która mieszkała nieopodal Nowego Jorku. O jego śmierci dowiedzieliśmy się, a raczej można powiedzieć że domyśliliśmy gdy jego samolot nie dotarł na lotnisko. Moja matka została poinformowana o tym jako pierwsza. Od tamtej pory nie widziałam na jej twarzy szczerego, wziętego prosto z głębi serca uśmiechu. Na jej twarzy była sztuczność i nie mówię tu o makijażu tylko o sztucznej masce którą nosi już od dobrych 13 lat. Nie wiem co można zrobić żeby w końcu oderwała się od tamtych wspomnień i zaczęła normalnie funkcjonować. Dla mnie też on był bliski. Był moim najlepszym przyjacielem, z nim zawsze się śmiałam, wygłupiałam i byłam szczęśliwa ale.. co było już się nie odstanie. Normalni ludzie nawet z najszczerszymy intencjami nie mają wpływu na to kto odchodzi a kto zostaje na tym świecie.....

***
Mam nadzieje że wam się podoba :3 to na razie pierwszy rozdział więc wyraźcie swoje opinie i ewentualnie co byście poprawili ;>

1 komentarz:

  1. bardzo fajny rozdział :) idę czytać dalej ;3 ~nn

    OdpowiedzUsuń